26 lipca 2014

Codzienna rutyna


Jeszcze jakiś czas temu (około miesiąca) nie mogłam się w ogóle zorganizować. Ciągle planowałam sobie, co zrobię następnego dnia. Im więcej zaplanowałam, tym mniej zrobiłam. Oczywiście miałam na to wystarczająco dużo czasu, ale "nie chce mi się" i "mogę to zrobić jutro" oraz "to wcale nie jest takie ważne" coraz częściej wygrywało z moimi "ambicjami". Naprawdę długo się zastanawiałam, co z tym zrobić. Teraz mogę z dumą powiedzieć, że potrafię zrobić wszystko, co sobie zaplanuję bez zbędnego odkładania tego na później. W dzisiejszym wpisie postaram się z wami podzielić, jak tego dokonałam oraz napiszę kilka rad z różnych stron czy blogów. Niestety, nie pamiętam z jakich dokładnie to było. 


Zacznijmy od tego, by pozbyć się planu dnia z powyższego obrazka. 
Najlepiej jest sobie opracować pewien system pobudek i pory pójścia spać. Ja przeważnie chodzę spać między 23. a 24. Wstaję zawsze przed 9. Myślę, że dzięki temu zyskuję jakąś godzinę dziennie. Gdy nie mam włączonego budzika, wstaję przed 10. Choć czasem uda mi się samej obudzić np. około 7. Wtedy nie kładę się już spać tak, jakby to zrobiła większa liczba osób, tylko wstaję, ale tak naprawdę. I zaczynam mój dzień.

Mam dokładnie opracowaną listę, co muszę zrobić w ciągu dnia. Na początku nie była ona aż tak dokładna, jak jest teraz. Wtedy jeszcze potrafiłam trzy razy rano iść do łazienki, bo zawsze o czymś zapomniałam. Teraz robię już wszystko automatycznie: myję zęby, twarz, obmywam ją jeszcze dodatkowo tonikiem, czeszę włosy, golę pachy... Potem wychodzę i: używam pomadki, kremu do rąk, ogarniam bałagan, który został z wieczora (przeważnie rysuję wieczorem, więc na biurku wala się pełno ołówków), ścielę łóżko (naprawdę tego nie lubię, bo mamy z bratem piętrowe... ja śpię na górnym). Przedostatnią poranną (czyli przed południem) czynnością jest zjedzenie śniadania. Wielu z nas zapomina, że to najważniejszy posiłek dnia. Na sam koniec biorę się za moją "lekcję" czyli samouk języków obcych. Dzisiaj była to lekcja z książki "Żegnajcie błędy" z języka angielskiego. Jeden dzień w tygodniu mam przerwę rano od nauki. 

Gdy zdążę się wyrobić szybciej, to albo załatwiam sprawy z popołudnia (o tym za chwilę), albo mam czas wolny dla siebie, który poświęcam między innymi na: oglądanie Polsat Food lub/i gotowanie, pisanie tego bloga, czy wychodzenie z chłopakiem Gdzieś. 

Dodam jeszcze, że nigdy! się nie nudzę. Nie lubię tego. Naprawdę. 

Zajmijmy się popołudniem. Tutaj z serii codziennych rzeczy do zrobienia mam tylko dwie takie same przez cały tydzień, czyli: zjedzenie obiadu i pilnowanie porządku. Ale oczywiście na tym nie poprzestaję. 

Sporty: 
  • joga,
  • tyłek,
  • uda,
  • brzuch,
  • ręce,
  • rozciąganie, 
  • boczki. 

Zabiegi kosmetyczne:
  • pomiary ciała (co środę; tak wiem, to nie jest zabieg kosmetyczny),
  • zajmowanie się moimi brwiami, 
  • ogarnianie łamiących się co dzień paznokci, 
  • golenie się (wieczorem, 2 razy w tygodniu),
  • peeling (do twarzy i do ciała; dwa razy w tygodniu, wieczorem).
Inne:
  • wyrzucić śmieci (dwa razy w tygodniu, tyle się tego SAMO mnoży),
  • odkurzanie & ścieranie kurzy (lubię to!),
  • ogarnianie mojego budżetu i zarobków na ten "katalog",
  • mycie lustra (już nie takie przyjemne),
  • lista rzeczy, które... (chcę, potrzebuję, naprawdę potrzebuję, kończą się, właśnie się skończyły),
  • rysunek (trzy razy w tygodniu obowiązkowo, ale oczywiście mogę więcej; teraz siedzę już którąś godzinę nad rysowaniem Hogwartu na formacie A3...),
  • czytanie (przedział od 100 do 200 stron dziennie, w zależności od tego, ile mam do zrobienia, czyli jeśli rysuję w dany dzień, to ograniczam się do minimum w czytaniu, czyli 100 stron),
  • lekcja (angielski błędy, gramatyka i słówka, niemiecki gramatyka i słówka, hiszpański; pięć razy w tygodniu mam dwie lekcje, a dwa razy w tygodniu - jedną; tak, spokojnie daję sobie z tym radę i muszę przyznać, że o wiele więcej da się nauczyć jak się tego chce, niż jak musisz to zrobić).
Wieczorem za to mam prawie same zabiegi pielęgnacyjne dla ciała, które (o dziwo) nie zajmują wcale wiele czasu. Najpierw zmywam makijaż (jeśli chciało mi się go zrobić, a jeśli nie to tylko lekko oczyszczam twarz) mleczkiem oczyszczającym, po czym od razu tonizuję twarz. Smaruję kremem całe ciało, a innym stopy. Szykuję ubrania na następny dzień (czasem się zdarza, że rano i tak muszę zmienić zestaw, bo natura jest jednak kobietą i ma humory), jem kolację, myję zęby, (znów) czeszę włosy. Na sam koniec siadam przy biurku (po raz kolejny, w sumie dużą ilość czasu przy nim spędzam) i opracowuję TO DO LIST na kolejny dzień. Są w nim zajęcia, które nie zgrywają się w czasie tak, by robić je co tydzień, np. zebrać zamówienia, co muszę kupić, zrobić fiszki, iść do biblioteki itp. Mam na to taki mały notesik i muszę powiedzieć, że takie listy rzeczy do zrobienia są naprawdę bardzo przydatne. 

Zapomniałam. Wieczorem też robię jedną lekcję. 

Jak pisałam poranki i wieczory są przeważnie takie same, ale napiszę przykładowy plan dnia (tylko elementy, które nie występują codziennie): 
  • niemiecki - gramatyka (rano),
  • ang. - błędy (pop.),
  • ang. - gramatyka (pop.),
  • wyrzucić śmieci (pop.),
  • joga, uda, brzuch (pop.),
  • 150 stron książki (pop.),
  • peeling (wiecz.),
  • ang. - słówka (wiecz.). 

Byłoby chyba na tyle. Oczywiście gdy opracowuję taki plan całego tygodnia, biorę pod uwagę swoje możliwości. Po jakimś czasie wszystko wchodzi w nawyk i rzadko zapominam coś zrobić, a nawet jeśli - mój zeszyt mi o tym przypomni. 

Rady, które znalazłam kiedyś tam: 
  • nigdy nie dotykaj niczego dwa razy 
  • wyciągasz? - odłóż, przymierzasz? - odwieś, brudne? - wyczyść, nie używasz? - wyrzuć, nie pasuje? - oddaj, przeterminowane? - wyrzuć, śmieć? - wyrzuć,
  • rób jedną rzecz na raz, 
  • zapisuj dokładnie wszystko, co masz zrobić, 
  • jak dobrze poszukasz to TU znajdziesz :).
A wy jak panujecie nad swoim dniem? Piszcie wasze sposoby :) 

ps. oczywiście mam czas wyjść z domu zawsze, gdy chce, lub zrobić coś, co wykracza po za program.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz