21 lipca 2014

Relacja z wakacyjnych wyzwań

Heej :) wróciłam. Tak, dałam radę tydzień bez internetu. Nawet nie było mi trudno. W sumie chyba o tym nawet nie myślałam. Ale teraz dałam się skusić. Pogoda niby ładna, ale według mnie jest o wiele za gorąco! 

A oto małe "podsumowanie" moich wyzwań wakacyjnych :) 


1. Nie spać długo. Czyli wstaję przed 9. rano. Czy jest trudno? Nie. W sumie nawet czasem czuję się bardziej wyspana niż w dni, w które nie uda mi się wstać... 
Legenda: Zielony kwadracik - udało się wstać przed 9.; czerwony/różowy kwadracik - nie udało się. 

Wakacje zaczęły mi się w piątek (w czwartek miałam zakończenie!). Wydaje mi się, że dość dobrze mi idzie :) 

Dlaczego nie śpię długo w wakacje? 
Po co marnować czas? Chodzę spać kiedy chcę, czasem późno, czasem wcześnie, ale wstaję tak, jak pisałam. Nie jest to dla mnie problemem. Biorąc pod uwagę moje pasje, zainteresowania itp. powinnam nie spać wcale. Może bym ze wszystkim zdążyła? Ale nie zdążam. Niestety. Mimo tego dodatkowa godzina, dwie czy jeszcze więcej zawsze się przyda, prawda? Wcale nie jestem NIEWYSPANA. A wręcz przeciwnie. 

2. Do szpagatu będzie brakować mi ok. 20 cm. Oczywiście na koniec wakacji. Jak na razie z 40 cm (16.06.14) wskoczyłam, a raczej zniżyłam się do podłogi o 5 cm (10.07.14). Nie wiem jak to jest na chwilę obecną, bo przez tydzień nie mogłam się rozciągać :/ Niestety, ale od roku (po wypadku) mam problemy z kręgosłupem i muszę trochę uważać. Ale gdy tylko będę mogła znów to robić - biorę się! I za inne ćwiczenia też. Mam nową (myślę, że ulepszoną) rozpiskę (ale dowiem się, gdy wypróbuję). 

Dlaczego chcę zrobić szpagat?  
Stanowi to da mnie nie lada wyzwanie. Nawet jeśli potrafię nauczyć się 100 słówek na kartkówkę w jakieś 30 minut, to szpagatu dalej nie potrafię, a ćwiczę już parę tygodni (no dobra, trochę więcej). Staram się jakoś motywować i próbuję dalej. Chcę jeszcze stać na głowie i parę innych, jak na zdjęciach poniżej :) 











3. Języki obce! Jak kiedyś (chyba) pisałam uczę się 3 języków. Są to: niemiecki, angielski, hiszpański. Teraz zamiast 2 lekcji każdego "przedmiotu" tygodniowo robię 4. Do tej pory udało mi się:

Angielski: 
2 rozdziały (bardziej powtórkowe) z "Kalendarza Maturzysty", a jest to 5 lekcji, czyli 25 zadań (niektóre na pół strony w zeszycie!). 
1 rozdział z "Żegnajcie błędy", a jest to 5 lekcji, czyli 25 poprawnych zwrotów i 70 słówek (jeżeli patrzeć, że "to learn the ropes" to tylko słówko). 
100 nowych słówek.
14 "kartkówek". (co najmniej 50 słówek każda)

Niemiecki: 
10 zagadnień ze strony "Twój niemiecki", co przekłada się na 8. lekcji. Utknęłam na razie na TABELI CZASOWNIKÓW NIEREGULARNYCH i REKCJI CZASOWNIKA. Ech... Długie to jest, ale dam rade ;) 
91 nowych słówek (niektóre takie: Ich bin daron uberzeugt, dass... No właśnie). Nie licząc tego co jest w lekcjach oczywiście. 
13 "kartkówek". (ostatnie miały 69 słówek do napisania). 

Hiszpański: 
1,5 rozdziału, czyli 5 lekcji, czyli 56 zwrotów (od: Que tenga una tarde tranquila) i słówek (do: Estupendamente). 

Dlaczego uczę się w wakacje? 
Otóż, teraz jest dużo wolnego czasu, wiedza wchodzi o wiele szybciej, bo nie muszę zawalać głowy chemią czy fizyką. Robię to sama, we własnym tempie i wedle własnego zakresu, czyli nie powtarzam 50. raz stopniowania przymiotników w języku angielskim (jak w szkole co roku) tylko przebiegam przez wszystkie czasy po kolei; nie uczę się czasów z niemieckiego, tylko idę od podstaw. Do tego bardzo to lubię, więc tym bardziej szybko się uczę. Sprawia mi to przyjemność. 

4. Pisanie nowej książki. Lubię to bardzo. Ale szczerze mówiąc, nie napisałam ani jednego zdania w te wakacje! Wolę jednak poczekać na dobry pomysł, niż pisać o czymś, co było już... mnóstwo razy. 

Dlaczego mam pisać?  
Lubię to. Naprawdę. Tylko ostatnio nie mam "weny". Niestety. Jestem jednak pewna, że gdy tylko przyjdzie jakiś pomysł, będę pisać i pisać... ile wlezie. 

5. Nauczę się gotować. To też uwielbiam i jestem w tym samoukiem. Jednak nauczyłam się już paru przypraw. Potrafię sama skomponować parę smaków (dość dobrych) i ugotować coś wedle mojego przepisu lub jakiegoś znalezionego. Kurczę... znów jestem głodna :)

Dlaczego chcę gotować?  
Może to dziwne, ale też twierdzę, że miejsce kobiety jest w kuchni. Wolałabym nie wpuszczać tam mojego chłopaka, choć powiem, że nawet mu parę przysmaków wychodzi. Lubię gotować, a jeszcze bardziej jeść. Układanie na talerzu też może być bardzo ciekawe. A szczególnie z Polsat Food w tle. 

Na dzisiaj to chyba tyle. Siedzę już nad tym prawie godzinę, a mam dużo rzeczy do zrobienia (idę jeść!). Muszę zrobić sobie listę pomysłów na posty, bo czasem na prawdę nie mam pojęcia o czym pisać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz