13 sierpnia 2014

Jak wyjść z ćwiczeniowego dołka


Tak więc, ostatnio mimo celu, wpadłam w dołek, z którego nie mogłam wyjść. Coś trzymało mnie tam na dole, gdzie jest miło, bezpiecznie i gdzie nic nie trzeba robić. Tylko, że tak nie mogę żyć. Po co wyznaczać sobie cele, których później i tak nie będę osiągać, bo mi się odechce? Jednak zauważyłam, dlaczego tak jest. Ćwiczenia stały się zbyt monotonne. Ciągle to samo, bez zmian. A to właśnie zmiany mnie napędzają. O wiele łatwiej jest ćwiczyć, gdy te ćwiczenia się zmieniają. Dlatego nie warto mówić, że każda seria, każdy dzień będą takie same, tylko dlatego, że dają jakieś tam efekty. Może właśnie ta kolejna zmiana da ci ich jeszcze więcej? 



Już wczoraj jakoś tam się zmusiłam kolejny raz do rozciągania, albowiem chciałabym zrobić kiedyś szpagat. Na początku, jeszcze dwa miesiące temu było świetnie, ale w końcu przestało tak być. Zrobiło się nudno. Znów to samo. Dlatego też mi się odechciało. Do tego powróciły problemy z kręgosłupem, przez które na tydzień przestałam uprawiać jakikolwiek sport. A potem już w ogóle nie mogłam się nijak zmotywować. I wczoraj, gdy tak sobie leżałam w rozkroku z głową prawie na podłodze, napisałam SMS do chłopaka, że ma mnie jakoś zmotywować. I przyznam, że odrobinę mu się udało. Chyba musiałam te słowa usłyszeć od kogoś innego, a nie tylko od samej siebie. ŻEBY SIĘ SOBIE PODOBAĆ. Taki powód jest dość wystarczający. Owszem, nie mam kompleksów, ale chciałabym, żeby moje nogi były szczuplejsze. Ale jak nie wyjdzie, to - zdarza się i tak. 

Postanowiłam zmienić sobie ćwiczenia na każdą partię ciała, bo te, jak już pisałam, znudziły mi się. Zrobię to potem, bo na razie nie chce mi się nic szukać. Choć mam nawet folder w laptopie, w którym mam mnóstwo zdjęć (z ćwiczeniami). Powiem szczerze, że jest ich baaardzo dużo, więc wybór mam, ale... Zawsze pojawia się jakieś "ale". Nie chcę, żeby były wyczerpujące, bo tego nie lubię. Nie chcę, żeby trwały długo, bo się zanudzę i nie dotrwam do końca. Muszą być fajne. Oraz takie, które nie potrzebują specjalnego sprzętu. I tym sposobem połowa już odpadła. Teraz nie chcę, żeby coś się powtórzyło, więc odpada jeszcze połowa tego co zostało. I teraz będę mogła spokojnie wybierać. 

Najpierw układam sobie plan tygodnia, żeby nie było zbyt długo na jeden dzień i tak, żeby mi pasowało. W moim przypadku jest tak: 
PN    joga, uda, brzuch
WT    rozciąganie, tyłek
ŚR    joga, uda brzuch
CZ    rozciąganie, tyłek, boczki
PT    joga, uda, boczki
SB    uda, brzuch
ND    rozciąganie, tyłek

Jest to plan wakacyjny, bo gdy tylko zacznie się rok szkolny i dojazdy do szkoły, będzie na wszystko mniej czasu. A do tego dojdzie jeszcze nauka. Więc na rok szkolny zmniejszę iść wszystkiego, tak, by były maksymalnie dwa "treningi" dziennie. Do tego dość krótkie. Bardziej służące staniu z centymetrami w miejscu, niż chudnięciu. W sumie teraz też tak jest!

Dobra, kolejny etap to CIEKAWE ćwiczenia, które nie nudzą.
Nie lubisz wolnych ćwiczeń? Na pewno musisz odpuścić zwykłą jogę.
Nie chcesz ćwiczyć długo? Zrób sobie 10/15 minutowe treningi. Z doświadczenia wiem, że wystarczą. 
Nie masz zbyt dużo czasu? Zrób sobie jeden trening dziennie. Ewentualnie co dwa dni. Tylko to, co naprawdę chcesz. 
Znajdź ćwiczenia, które dają efekty. Wypróbuj ich kilka rodzajów i dopiero potem stwierdzaj, co jest dla ciebie najlepsze. 

Gdy już ułożysz sobie swój własny program treningowy, znajdź w internecie/gazecie/gdziekolwiek motywujące zdjęcie, np. figury, którą chcesz osiągnąć. Najlepiej wydrukuj sobie i powieść w miejscu, na które często zerkasz. Wtedy co chwilę będzie ci się przypominać o celu. 
Zrób sobie długoterminowy cel. 

Przykład z jogi:
czas: do końca roku
Z moich dziewięciu zestawów asan wybrałam sobie wszystkie te, które chcę umieć do końca roku. zauważyłam już, że i tak nie zdążę, ale będę się starać. Cel jest długoterminowy, więc jest łatwiej go osiągnąć niż taki, który chcę mieć JUŻ i NATYCHMIAST. Jest R E A L N Y. 

W ten sam sposób zaplanowałam inne cele, ale o tym jutro, jeśli będę miała czas. 

Każdy może mieć inną motywację. Zawsze możesz powiesić sobie swoje zdjęcie, jeśli twierdzisz, że wyglądasz tak, że musisz coś zmienić. Wtedy będziesz sobie uświadamiać co dnia, że trzeba się wziąć za siebie. Nie chcę tym nikogo obrazić, to jest tylko przykład.
Możesz też znaleźć sukienkę, w którą już się nie mieścisz i pracować tak nad sobą, by wrócić do dawnej figury.
Jak mówiłam, każdy ma inną motywację. Moja to mój chłopak i kilka zdjęć (ale to takich z jogi). 

Tu macie jakieś tam zdjęcia z mojej kategorii motywacja:


Piszcie, jak wy siebie przekonujecie do czegoś!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz