12 września 2014

Kompletny brak czasu

To nie jest tak, że piszę rzadko, bo mi się nie chce lub mam gdzieś tego bloga. To nie prawda. Piszę rzadziej, bo nijak nie mogę znaleźć wolnego czasu. Wracam ze szkoły - godzina 16... Staram się dawać z siebie wszystko, ale powoli mam dość. Potrzebuję wolnego, ale nie mam kiedy sobie zrobić takiego dnia!


Mój dzień zaczyna się o godzinie piątej pięćdziesiąt rano. Do szóstej czterdzieści muszę być gotowa do wyjścia by nie tylko zdążyć na autobus, ale też mieć gdzie usiąść. Takie uroki dojazdów do szkoły. Mają jednak one swoje pozytywne strony - jadąc czterdzieści minut da radę powtórzyć sobie materiał z lekcji, np. na kartkówkę, można też przeczytać lekturę lub po prostu z kimś pogadać, bo zawsze taki ktoś jest.

Potem siedzę sobie do czternastej dziesięć na lekcjach (jeśli mam siedem, a potem wracam do domu autobusem o czternastej czterdzieści) lub do piętnastej (i wracam o piętnastej piętnaście). W szkole jest nawet fajnie, lubię się uczyć. Niestety, w środy mamy najprostsze lekcje i wtedy czas płynie mi najwolniej, a (co dziwne) najbardziej podobają mi się np. czwartki, gdzie mam podstawy ekonomii, 2x ekonomikę handlu, fizykę, biologię, angielski, towaroznawstwo i wok. Im trudniejsze lekcje, tym jest mi w tej szkole lepiej. Wiem, dziwna jestem. 

Gdy dotrę już do domu (lub nie dotrę), jem obiad i wyciągam lekcje do odrobienia. Przeważnie zajmuje mi to około dziesięciu do dwudziestu minut. Oczywiście jest tak na razie, ale zacznie się pewnie maraton zadań domowych. Następnie uczę się (dobra, tylko czytam temat, to mi wystarcza) z poprzedniej lekcji, w razie odpowiedzi/kartkówki na kolejnej. Nie chcę też robić sobie zaległości, bo przecież mam maturę i egzaminy zawodowe do zdania (o tym potem). Tak więc na ogólnej nauce zleci mi jakaś godzina, może trochę więcej. Niby mało, ale co z tego skoro dochodzi już godzina osiemnasta? 

Mam też swoje zadania do zrobienia, plany, realizacja marzeń, celów i takie tam. To pochłania sporo czasu. Siedzę i uczę się języków obcych, ćwiczę, czytam, rysuję, piszę bloga, no cokolwiek. I takim cudem jest już wieczór i mogę się umyć, a potem iść spać. 

Gdy chcę jeszcze zrobić coś po szkole: spotkać się z ukochanym/przyjaciółmi/iść na spacer... wychodzi w końcu na to, że ledwie zdążam ze wszystkim, ale jednak zdążam... z tym co najważniejsze. Pasje, marzenia, cele możemy zostawić wtedy na kolejny dzień. 

I tak ciągle...

Wybrałam już, z czego chcę zdawać maturę. Wiem, że jestem dopiero w pierwszej klasie, a matura w czwartej, ale im szybciej się wybierze tym bardziej się przyłoży do nauki tych właśnie przedmiotów. Chcę zdawać na maturze: polski, angielski (podstawa i rozszerzenie), matematyka (podstawa i rozszerzenie), biologia (podstawa) i prawdopodobnie geografia (podstawa). Do tego jeszcze egzaminy zawodowe... Żegnaj życie towarzyskie! ha ha ha...

A jak tam w waszych szkołach? 

2 komentarze:

  1. Z matematyką rozszerzoną dobry wybór :) Zastanów się jeszcze czy warto jest zdawać biologię i geografię na podstawie. Może warto postawić na jeden z nich, ale rozszerzony? :) Matury rozszerzone są liczone zazwyczaj podwójnie w rekrutacji na studia (a przy geografii nie ma dużej rozbieżności pomiędzy podstawą, a rozszerzeniem - mówię jako tegoroczna maturzystka). Oczywiście to tylko sugestie i tak pewnie będzie mega ciężko ze względu na egzaminy zawodowe, których ja nie miałam :D
    Życzę powodzenia i wytrwałości :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczerze mówiąc, biologię chcę napisać bo ją lubię, a nad geografią wciąż się zastanawiam. Na studia jak już, przyda mi się angielski na obu poziomach ;) Wiem, że będziesz ciężko, ale trzeba dać radę :)

      dziekuję :*

      Usuń