4 października 2014

Jak się uczyć, żeby się nauczyć?

Powiem szczerze, że nauka nigdy nie sprawiała mi większych problemów. Jednak dopiero teraz zaczęłam sobie szukać metod, żeby ją umilić i przyśpieszyć. Pisałam o nich w TYM poście. Dzisiaj nie będzie jednak o metodach, ale o czymś innym, a może jednak...



Najważniejsze w uczeniu się jest nastawienie. Zamiast myśleć o tym, jak o obowiązku, nazwij to przyjemnością. Zamiast siadać z myślą, że "przecież i tak się nie nauczę", pomyśl "to nie może być takie trudne, na pewno mi się uda". Uwierz mi, że to naprawdę, ale to naprawdę baaaaaaaardzo pomaga. Sprawdziłam to na sobie i mojej miłości, którą jest Fizyka. Szczerze nienawidziłam tego przedmiotu, aż do Zamiany Nastawienia. Raz, zanim zaczęłam się uczyć do sprawdzianu, pomyślałam sobie, że tym razem mi się uda, i dzięki temu zamiast dwa czy trzy, dostałam całe PIĘĆ. 

Może się wydawać to bardzo trudne, no bo przecież "nie lubię tego", "nie przyda mi się", "nie lubię tego babska" i parę innych. Jednak mimo wszystko da się to zrobić

Kolejną ważną rzeczą jest organizacja miejsca. Im mniej rzeczy na około, tym łatwiej jest się skupić. Stonowane kolory, czy też jakiś wasz ulubiony kolor, także pomaga, wycisza, uspokaja i takie tam. Dlatego zredukuj ilość Przeszkadzaczy. 

Najbardziej nie rozumiem nastawienia typu "nie będę się uczyć, zrobię ściągę". Ale prawda jest taka, że ściąganie nic wam nie da. Czy nie lepiej siąść dziesięć minut dziennie i coś przeczytać z lekcji? Nauka na bieżąco nie jest taka trudna, a po jakimś czasie wchodzi nawet w nawyk i gdy przychodzi czas, że naprawdę nie trzeba się uczyć na drugi dzień, czegoś wtedy brakuje. Od początku tego roku szkolnego uczę się na bieżąco. Na początku zajmowało mi to bardzo dużo czasu - od godziny do dwóch. Teraz ten czas się zredukował do jakichś 30 minut dziennie. A minął tylko miesiąc. 

Dobra, mamy już Nastawienie i Nawyk. Wrzucamy to do wielkiego kotła i mieszamy, gotując na małym ogniu. Gdy zacznie wrzeć dokładamy do tego Powtarzanie...

Gdyby to było takie proste, nie? Ale zauważ, że jeśli uczysz się na bieżąco i zajmuje ci to trzydzieści minut dziennie, to masz czas na wiele innych ciekawych i przyjemnych rzeczy. A jeśli Systematyczność się rozgotowała i wyrzuciłeś ją do kosza... przykro mi, ale gdy przyjdzie czas na kartkówkę lub (co gorsza) SPRAWDZIAN, będziesz siedzieć po uczy w książkach. Zanim przypomnisz sobie, co było na lekcjach, minie sporo czasu, a zanim się tego nauczysz, będzie już dawno po sprawdzianie. 

Więc, podsumowując: Co dała mi gorąca zupa z Nastawienia, Nawyku i Powtarzania? 

Przed kartkówką, a zdarza się, że mam ich kilka dziennie, NIE UCZĘ SIĘ, ale tylko POWTARZAM materiał. Zajmuje to o wiele mniej czasu niż kucie (?) na pamięć. Trzeba nauczyć się na Rozumienie, a nie na ZZZ (zakuć, zdać, zapomnieć). Jeśli powtarzasz materiał co jakiś czas, sam ci się utrwali i będziesz pamiętać go przez długi czas. Wtedy, po kilku latach, na egzamin/maturę/testy nie będziesz musiał zarywać nocy i uczyć się po 10 godzin dziennie. Będziesz wszystko pamiętać. 

Wiem, że jak się to tylko pisze, to może się to wydawać łatwe, ale sprawdziłam to na sobie i wszystko działa jak należy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz