14 października 2014

No to zaczynam!


Ostatnio dostałam niezłego kopa w tyłek od Nadine z Bo ma być mrucznie. Przeczytałam TEN post i stwierdziłam, że muszę wziąć się za siebie. Od kilku lat chcę zostać pisarką. Napisałam już trochę opowiadań, wierszy, ale gdy tylko zaczynam powieść, bo "PRZECIEŻ TO JEST SUPER ŚWIETNY POMYSŁ NA POWIEŚĆ!!!", po kilku dniach jednak... 

Po kilku dniach mi się odechciewa. Gdzieś tam w środku (pewnie w żołądku), coś mi mówi, że to nie jest taki dobry pomysł, że i tak się do niczego nie nada. A ja w to wierzę, jak głupia. I nie ważne jak dobry by to nie był pomysł, tak jakoś ni stąd ni zowąd, przestaję pisać. Leży sobie już tak cały karton niedokończonych pomysłów. Powinnam sobie na nie przykleić karteczki: KIEDYŚ SKOŃCZĘ, bo tak myślę za każdym razem.

Tym razem jednak postanowiłam zacząć i dokończyć. Możecie sobie pomyśleć, że i tak przestanę, i tak nie dam rady... Mam już pomysł na początek powieści, a z doświadczenia wiem, że jak zacznę, to dalej pomysły same przychodzą mi do głowy. Muszę zrobić sobie tylko najpierw kilka rzeczy:

1. Rysopis bohaterów. Tak całkiem ogólny. Wtedy będzie mniejsze prawdopodobieństwo pomieszania postaci z wyglądu, czy zmiany cech charakteru co rozdział. Myślę, że opiszę sobie tylko kilku głównych bohaterów, a później będę dopisywać tych epizodycznych.

2. Ogólny zarys tego, co ma się dziać, czyli biegu akcji. Wiem, o czym ma być cała książka. Wiem, co ma się wydarzyć na końcu, ale nie wiem, jak do tego dojść. Przyda mi się spis rozdziałów, ich ilość i motyw przewodni. Wiem, że z takim planem mniej odbiegam od akcji głównej, czyli tej przeze mnie zaplanowanej.

3. Notes, w którym będę zapisywać moje pomysły, szkice rozdziałów, pojedyncze sceny czy nawet same kwestie. Chwile są ulotne i szybko przemijają. A lepiej nie zapominać swoich pomysłów, bo być może to miał być właśnie ten klucz do sukcesu?

4. Tytuł. Tytuł roboczy, taki nie na stałe. Choć pewnie, jak już coś wymyślę, zostanie to ze mną przez długi czas i nie zmienię go. Jak postanowię sobie, że zmienię tytuł, nic nowego nie pasuje mi do danego opowiadania i czuję się tak, jakbym miała zmienić dziecku imię. Do tej pory był np. Mateusz, a teraz mam mówić do niego Kacper? Raczej nierealne. (Ps. przykład to mój braciszek).

Gdy zrobię już to wszystko, będę mogła zabrać się do pisania. Myślałam o tym, żeby czasem wrzucać tu co ciekawsze fragmenty. To by mnie bardzo motywowało do pracy. Co wy na to?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz