15 października 2014

Pierwszy fragment


Siedziała przede mną. Taka mała, skulona w sobie dziewczynka. Na początku wyglądała całkiem normalnie. Miała błękitne oczy, a jasne włosy sięgały jej do pasa. Jej twarz była lekko zarumieniona, a usta bardzo poważne. Po dłuższym przyglądaniu się jej, można było zauważyć, że nie okazuje żadnych emocji. Nie złości się, nie jest smutna, ani nie uśmiecha się. Była tak, jakby jej nie było. A ja byłam w tym miejscu, żeby jej pomóc…

- Luizo, czy ty mnie słyszysz? – spytałam jej spokojnie, ale dziewczyna wciąż była nieobecna. Patrzyła na mnie, a raczej „przeze mnie”, tak, jakbym była duchem. – Luiza, kochanie, odezwij się do mnie. Chcę ci pomóc… - Ocknęła się.

- Gdzie jestem? – Chwilowa amnezja?

- W gabinecie psychologicznym – odpowiedziałam jej spokojnie i bardzo powoli, żeby jej nie przestraszyć. W innym wypadku znów straciłabym z nią kontakt, a wiem, jak trudno jest go nawiązać. Każde dziecko, które do mnie przychodzi lub jest na siłę przyprowadzane, jest inne. Do każdego trzeba mieć odmienne podejście i jakiegoś asa w rękawie. Inaczej nic się nie osiągnie. Przez mój gabinet przewinęło się już kilkadziesiąt różnych osób, ale ta miała w sobie coś, z czy ciężko było mi sobie poradzić.

Nie usłyszałam ani jednego słowa z jej strony. Patrzyła, tym razem na mnie, a w jej oczach spostrzegłam, że wciąż ma kontakt ze światem.

- Musisz zacząć ze mną rozmawiać. Nie pomogę ci, jeśli nie zaczniesz ze mną rozmawiać.

- Może wcale nie chcę pomocy? – spytała mnie cichym szeptem. Mogła nie chcieć pomocy, nie chcieć rozmawiać, nie chcieć wszystkiego, ale przyszła tu i nie wyjdzie, dopóki czegoś nie zrobię z jej problemem.

- Niestety, ale wiem, że chcesz i dlatego tu przyszłaś. Nikt cię do tego nie zmusił, nikt cię tu siłą nie przyprowadzić. Sama mnie odwiedziłaś, więc chcesz pomocy.

- Wcale nie chciałam tu przyjść… - zaprzeczyła moim słowom.

- W takim razie, dlaczego tu jesteś? – drążyłam temat, dopóki miałyśmy kontakt.

- Ania mi kazała.

- Kto to jest Ania? – spytałam. Na początku pomyślałam, że to jakaś przyjaciółka, może siostra. W sumie nic nie wiedziałam o Luizie. Może jednak miała siostrę?

- Ona tu jest – pokazała na siebie. – Ale jest też tu – obróciła głowę i spojrzała w prawą stronę. Zaczęłam podejrzewać, że ma halucynacje, widzi coś, czego naprawdę nie ma. Jednak odrzuciłam ten pomysł prawie od razu. Postawiłam na rozdwojenie jaźni. W tym wieku też jest to spotykane. Musiałam sprawdzić, czy moje przypuszczenia są sensowne.

- Opowiedz mi trochę o niej… - poprosiłam Luizę, ale ta znów zaczęła patrzyć na mnie tępym wzrokiem. Przestała istnieć na jakiś czas. Niby wciąż żyje, ale to tak, jakby jej nie była. Zaczęłam się zastanawiać, czy teraz przypadkiem nie jest tą Anią, o której wspomniała, ale niestety nie miałam pomysłu, jak to sprawdzić. W tej chwili nie dało się nawiązać z nią kontaktu.


Postanowiłam poczekać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz