3 listopada 2014

Jednodniowy system nauki


Opracowałam sobie metodę nauki w jeden dzień na okres długoterminowy. Zasada polega na tym, że w jeden dzień siadam i robię wszystko, co ze szkołą związane: kończę projekty, odrabiam zadania, robię notatki do kartkówek i sprawdzianów itp. Jak mi to idzie? Przeczytajcie sami.

Największą zaletą jest dla mnie fakt, że siadam w jeden dzień, robie wszystko, a przez resztę tygodnia mam wszystko z głowy. Oczywiście to nie jest tak, że jeśli już zaczynam, to umiem od razu na każdy sprawdzian w przeciągu miesiąca. To nie tak. Chodzi o to, że odrabiam najpierw wszystkie zadania domowe, tak, że potem mam do robienia tylko bieżące. Gdy już z tym skończę, zaczynam robić sobie notatki do kartkówek i sprawdzianów, o których wiem. Dzięki temu nie muszę martwić się dzień wcześniej, że nie umiem, że muszę napisać notatki. Pisząc – uczę się. Potem tylko powtarzam co jakiś czas, aż nie nadejdzie godzina S lub K.


Oczywiście można z tego też wyciągnąć wadę. Czas, który muszę na to wszystko poświęcić, to bardzo dużo minut, ba! Nawet godzin. Czasem potrafię siedzieć do później nocy i robić to wszystko, o czym pisałam wcześniej. Czasem jest tego mniej. Ale są też takie tygodnie (jak ten), że muszę parę rzeczy przełożyć na następny dzień, bo nie daję już rady. Musicie jednak wiedzieć, że ja nie odpuszczam bez powodu.

Niewątpliwą zaletą jest też czas. Poświęcasz go więcej w jeden dzień, a potem masz resztę tygodnia albo wolną, albo poświęconą tylko na bieżące rzeczy, których wcale tak wiele nie ma.


Przychodzi też kolejna wada. Im dłużej siedzisz i się uczysz, tym ciężej jest ci to zrobić. Ale i z tym można sobie poradzić. Układam sobie lekcje od najtrudniejszej/najdłuższej do najłatwiejszej/najkrótszej. Zdecydowanie łatwiej jest zacząć od dłuższego i trudniejszego materiału, a skończyć na tym przyjemnym niż odwrotnie. Pomyśl, co łatwiej ci zrobić, gdy tracisz już zapał?

Miło się też patrzy, jak po kolei znikają kolejne zeszyty, podręczniki, kartki. W końcu z wielkiej góry zostaje ci jeden, ostatni zeszyt. Uwierz mi, że to ulga, gdy kończysz i wiesz, że jutro nie musisz już nic robić… no może zadanie z historii, ale i tak nie jest całkiem źle prawda?


Ostatnią zaletą jest to, że o niczym nie zapomnimy. Masz za dwa tygodnie sprawdzian z fizyki? Zrób notatki dziś, bo a) nie zapomnisz, że ten sprawdzian jest, b) nie zapomnisz zrobić notatek, c) nie zapomnisz się nauczyć.

Przekonałam was do tej metody? Jeśli tak, to fajnie. Jeśli nie, za jakiś czas przedstawię wam drugą metodę. Może spodoba wam się bardziej.

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. korzystam z niego prawie od miesiąca i jest dobry :)

      Usuń
  2. Dziękuję Ci za tego posta :) Zmobilizowałam się do tego by nie czekać do ostatniego dnia :) Pisz więcej takich postów o szkole :)
    Cały twój blog to dla mnie wielka motywacja ,podziwiam cię ,bo masz czas na pisanie blog-a ,i na naukę ,na pewno masz też jakieś obowiązki w domu ,ja jeżeli zacznę się uczyć to nie mam czasu ,ani na bloga ,ani na komputer ogólnie wejść :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ogólnie jestem takiego zdania, że jak chcesz mieć czas, to zawsze dasz radę go mieć :) wszystko zależy od podejścia - musze o tym napisać ;)
      z chęcią napiszę więcej postów o szkole, skoro się podobają :)

      Usuń