22 grudnia 2014

Chcę... nie muszę


„Ty znów o tym podejściu, przecież to i tak nic nie zmienia…” Tak powiedziała mi koleżanka, gdy zaczęłam jej tłumaczyć, że podejście wiele zmienia i ułatwia życie; że jeśli zmienisz podejście, możesz wszystko zrobić szybciej i efektywniej. Ona wciąż twierdzi, że nie mam racji, ale jednak, z jakiegoś powodu żyje mi się teraz lepiej, niż jeszcze jakiś czas temu. 

Dla mnie podejście jest kluczowym momentem przed przystąpieniem do jakiejkolwiek czynności, od pójścia do sklepu, aż do nauki itd. Najważniejsze jest to, by zamienić wszystkie „muszę” itp. Na inne słowa.

Muszę nauczyć się na sprawdzian. - Chcę się nauczyć, aby…

Muszę zrobić plakat na lekcje. -  Lubię robić plakaty, dlatego…

Moim obowiązkiem jest sprzątanie w domu. - Lubię sprzątać, bo…

Mama kazała mi zająć się bratem. - Lubię spędzać z nim czas, przecież…

Mogę tak wymieniać w nieskończoność. Ale zauważ, jak zmienia się sytuacja. „Muszę” kojarzy się przede wszystkim z obowiązkiem. Gdy zmienisz to na „chcę”, zaczynasz kojarzyć to sobie z przyjemnością. To jest pierwszy krok do „sukcesu”. Zmieniłaś podejście o kilka stopni i już jest łatwiej. Teraz z chęcią siadasz i uczysz się na sprawdzian z fizyki. 

Zauważ, że żadne zdanie po prawej stronie się nie kończy. Teraz czas na kawałek motywacji. 

Muszę nauczyć się na sprawdzian. - Chcę się nauczyć, aby dostać dobrą ocenę. Lubię dostawać dobre oceny. 

Muszę zrobić plakat na lekcje. - Lubię robić plakaty, dlatego że mam na to ciekawe pomysły i dzięki temu nauczę się czegoś nowego.

Moim obowiązkiem jest sprzątanie w domu. - Lubię sprzątać, bo lubię widzieć efekty. Uwielbiam, gdy w pokoju jest porządek. 

Mama kazała mi zająć się bratem. - Lubię spędzać z nim czas, przecież to mój brat, a jeszcze kilka lat i nie będziemy się widywać codziennie. 

Jeśli taka motywacja ci nie starcza, spróbuj znaleźć inną. Ty najlepiej wiesz, co ci odpowiada. Ważne jest to, by nie pominąć pierwszego kroku. Jeśli nie zmienisz podejścia, może wyjść coś takiego: Muszę nauczyć się na sprawdzian, bo mama mi karze. Wychodzi na to, że nie chcesz tego, nawet nie myślisz o tym pod żadnym pozytywnym konspektem. Traktujesz to jako przykry obowiązek. I takim dla ciebie zostanie, aż nie postarasz się zmienić podejścia. 

Czy to daje efekty? Po co coś zmieniać, jeśli nic to nie daje?

Efekty można zauważyć od razu. Podam przykład mojego słynnego przełomu w nauce fizyki (a nie lubiłam jej bardzo). Dobra, ocen nie miałam złych, ale tylko dlatego, że kułam godzinami, a i tak w efekcie nie rozumiałam, czego się nauczyłam. Gdy zmieniłam podejście (a był to mój pierwszy raz), zauważyłam, że szybciej się uczę. Dzięki temu, że chciałam tego, nie rozpraszałam się, nie zajmowałam się czymś innym, tylko po to, by się nie uczyć. Skupiłam się na tym, co robię i skróciłam czas spędzony nad książkami o połowę. Do tego udało mi się zrozumieć to, o czym się uczę.

Możesz zadać pytanie: skoro i tak miałaś dobre oceny, to po co cokolwiek zmieniałaś? Otóż po to, by było mi lepiej. Wolę nie myśleć, że coś muszę, tylko że chcę. Wtedy czuję się szczęśliwa, że to osiągnęłam. A po za tym, lepiej coś rozumieć, niż wkuć na pamięć, prawda? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz