23 stycznia 2015

Modna? Nie, po prostu zdrowa


Ćwiczę już od długiego czasu. Lubię zdrowo zjeść. Jednak gdy zobaczyłam, że to zaczyna być modne, zlękłam się. Nie chodzi o to, że lubię być inna niż wszyscy i nie lubię tego, co modne, lecz chodzi o to, jak dzisiejsze nastolatki podchodzą do sportu i diety.


Ćwiczę, bo lubię. Czuję się po tym lepiej, wyładowuję i złe emocje i nadmiar tych dobrych, przez który nie mogę normalnie funkcjonować. Czuję pewnego rodzaju radość, gdy już skończę. Nie ćwiczę, by schudnąć, choć kilka centymetrów mniej byłoby też satysfakcjonujące. Nie lubię, gdy podczas chodzenia tłuszcz na udach mi się trzęsie, dlatego chciałabym się go odrobinę pozbyć, a w zamian za niego, stworzyć mięśnie. Nie panikuję, gdy widzę, że na wadze zamiast 50 kg jest 52. Nie przeszkadza mi to. Przecież wyglądam (nieskromnie powiem) dobrze i nie muszę się do niczego zmuszać. 

Jednak nastolatki, często młodsze ode mnie (oczywiście niektóre), mają fizia na punkcie "zdrowego życia". Piszę co w cudzysłowiu, bo to, co niektóre ze sobą robią, jest wręcz chore. Rozumiem, są takie, które przy wzroście 160 cm ważą 80 kg i te rozumiem i podziwiam, jeśli uda im się osiągnąć swój cel, choć do grubszych osób absolutnie nic nie mam. Chodzi mi o to, że osoby mojej postury twierdzą, że muszą schudnąć np. 5 kg. Popadają powoli w anoreksję. Oczywiście ćwiczenia kilka godzin dziennie im nie wystarczają, więc trzeba zastosować dietę. Widziałam jedną dziewczynę, która przez cały dzień jadła dwa jabłka i piła jedną kawę. Szczerze? Myślę, że po kilku dniach trafiłabym osłabiona do szpitala.

Naprawdę nie rozumiem takich pomysłów, bo osoby, które są szczupłe, owszem, powinny ćwiczyć dla zdrowia i dobrego samopoczucia, ale przeraża mnie fakt, jak bardzo chcą schudnąć. Nie rozumiem osób, które mają kilka kilogramów niedowagi, a gdy się o tym dowiadują, wzruszają ramionami i mówią tylko "nie ma się czym przejmować". Może i teraz nie, ale w końcu przyjdzie taki czas, że przejmować się będzie trzeba, ale na pomoc będzie za późno.


Dlatego ćwiczę w ramach zadowolenia i odpoczynku, lubię jeść zdrowo, ale bez przesady. Nie muszę schudnąć. Jeśli jestem głodna, jem. Proste. Nie stosuję wobec siebie głodówek, bo to by nie miało najmniejszego sensu, prawda? Chcę być osobą, która jest zdrowa i podoba się sama sobie. Nie potrzebuję do tego dziesięciu kilo niedowagi i psychicznej diety, która wyniszcza organizm.


Co jem? Wszystko, jak popadnie. Dziś zjadłam na śniadanie płatki z mlekiem, na obiad dwa gołąbki. Wczoraj zjadłam ziemniaki z sosem i mięsem, rosół, gołąbki, pseudo-tosty, kilka kostek czekolady, garść cukierków itd... I powiem wam, że nic złego się nie stało. Wciąż żyję, mam się dobrze, a waga nie podskoczyła 20 kg to góry, wręcz przeciwnie, jest taka, jak wcześniej.


Co ćwiczę? Codziennie, po kilkanaście do 30 minut dziennie różne partie ciała. Osobno na nogi, pupę, brzuch. Dodatkowo rozciągam się do szpagatu. Nie ćwiczę dzień w dzień. Czasem nie mam siły, a czasem zapominam i w tym wypadku także świat się nie kończy, niebo nie spada na głowę. Przecież jestem tylko człowiekiem.




8 komentarzy:

  1. Niektóre dziewczyny naprawdę przesadzają z tym, fajnie że tak o tym myślisz, mam podobne podejście :)

    OdpowiedzUsuń
  2. We wszystkim warto zachowywać umiar :) Ale do takiego stanu trzeba niestety dojść samodzielnie, czasami najpierw zaliczając górki i dołki. Przerażające jest jednak to, jak piszesz, że dziewczynom brak umiaru...
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie się czyta Twojego bloga. :) Masz bardzo dobre podejście do tego "Zdrowego lajfstajlu". Przeraża mnie, jak widzę koleżankę o wzroście 150 cm, 40 kg wagi, ale nie, musi jeszcze zrobić jedną Chodakowską i zjeść kolejny kilogram sałaty z biedronki i wrzucić to na instagrama oczywiście...
    U mnie podejście do diety się zmieniło przez a) chęć ujędrnienia i poprawienia wyglądu ciała b) fakt, że mam w rodzinie cukrzyków c) maturę. Zmieniłam styl żywienia o 180 stopni i po roku już są efekty. Ładna cera, nie odczuwam skoków cukru, mam dobrą koncentrację i pełno energii, a włosy i paznokcie rosną mocne i błyszczące (czego geny mi nie zapewniły ;)) Najważniejszy jest umiar i rozsądek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) zdrowe żywienie i sport jest dobry, dopóki nie zmienią się w obsesję :)

      Usuń