29 stycznia 2015

Zakupowy odwyk


Mam wielki plan. Rok 2015 będzie rokiem oszczędzania. Wszystko wporządku, ale... Jak jednaocześnie mieć to, co potrzebuję i do tego oszczędzać? To już inna bajka, ale mam na to sposób. A może nawet kilka?

Spontaniczne zakupy mnie nie dotyczą. Tak samo jak kieszonkowe. Na swoje przyjemności muszę zarobic sobie sama, z czego w sumie się cieszę, bo próbuję róznych rzeczy: praca konsultantki w Orfilame, zarobienie na sprzedaniu niepotrzebnych rzeczy, opiekunka, korepetytorka itp. Według mnie żadna praca nie hańbi, więc w sumie nawet na zamiataniu chodnika mogłabym sobie na razie zarobić, a co!

Wracając do zakupów. Nie robię ich spontanicznie, bo szkoda mi pieniędzy. Ostatni zakup kosmetyczny planowałam jakies dwa miesiące i dopiero wtedy go zrealizowałam. Ostatnią koszulke, którą kupiłam, także wypatrzyłam kilka miesięcy wcześniej. I wcale mi nie przeszkadzało to, że nie kupilam od razu. Nie jestem typem kobiety, której facet musi nosić zakupy, bo dla niej są zbyt ciężkie. Ja tylko wchodzę do sklepu, biorę tylko to, co potrzebuję i wychodzę.

Mimo wszystko chciałabym zrobić prawie calkowity zakupowy odwyk. Polega on na tym, że nie kupię nic, bez czego spokojnie mogę się obyć. Chciałabym dzięki temu zrealizować projekt oczyszczania kosmetyczki do końca oraz w spokoju będę mogła dokończyć moje roczne wyzwanie, któe kończy się ładną garderobą.

Ubrania
Nie kupię nic. Dokładnie nic. W końcu mam tyle ubrań, że więcej mi chyba nie trzeba. Skoro do tej pory miałam się w co ubrać, to jeszcze długi czas będę miała. Oczywiście są też sytuacje kryzysowe, ale staram się ich unikać. Postaram się nie chdozić do sklepów bez powodu, choć oczywiście pooglądać mogę i zostawić to sobie na później. Nic spontanicznego.

Jedno, czego jestem pewna, to że nie potrzebuję ani jednej nowej pary butów. Szczerze, to chyba mam ich trochę za dużo. Po tym, jak kupiłam buty na bal, stwierdzilam, że więcej eleganckich nie kupię, bo są okropnie niewygodne i nie czuję się w nich komfortowo. Mam swoje jedne balerinki z czarnej koronki i mi wystarczą. Postanowiłam sprzedać buty z balu (noszone około 1 godziny). Myślę sobie, że na zimę (gdyby jednak przyszła) mam, na wiosnę mam, na lato mam, a i na jesień się coś znajdzie (choćby te, w których chodzę teraz).

Z ubrań jak na razie planuję tylko jeden zakup - piękną sukienkę na studniówkę. Chciałabym taką, którą potem będę mogła nosić na codzień (tak, z ostatniego balu też chcę sprzedać), ale jednocześnie żeby bylo choć trochę elegancka... myślę nad czymś gotyckim. I mam na to myślenie jeszcze prawie trzy lata.

Kosmetyki
Tutaj będę bawić się trochę inaczej. Kto czyta mojego bloga, wie na czym polega Projekt oczyszczania kosmetyczki. Chciałabym się pozbyć wszystkiego lub prawie wszystkiego, co zajmuje miejsce w kosmetyczce. Mam mnóstwo tego typu produktów i przez jakieś pół roku udało mi się przekonać do opuszczenia mnie jakieś 15 z nich. Trochę też kupowałam. Trochę dużo.

W tym roku mam wyzwanie podzielone na pielęgnację danej partii ciała w określonym miesiącu. I do tego właśnie będzie się sprowadzać moje kupowanie. Podam na przykładzie: styczeń - pielęgnacja paznokci - tylko i wyłącznie w tym miesiącu mogę kupić dodatkowe preparaty, które pomogą mi zrealizować plany na ten miesiąc. Jedynym wyjątkiem jest skończenie sie produktu, bez którego "nie mogę żyć", np. odżywki do włosów.

Inne śmieci
Typu kolejny śliczny notes, któremu znów nie mogę się oprzeć, a który będzie leżał w szufladzie i czekał na swoją kolej. Od przyszłego tygodnia zacznam dodatkową pracę i myślałam o kupnie plannera z podziałką na godziny, ale przecież mam mój kalendarz DIY i ten też się na da. Właśnie zostało mi w kieszeni jakies 10-20 zł.

Aktualnie jestem w trakcie przeprowadzki, więc przy rozpakowywaniu rzeczy będę miała dokładny pogląd na to, co tam w tych moich gratach mam. Zrobię sobie także notes, w którym będę zapisywać, czego mam zbyt dużo, co możnaby zużyć/oddać/sprzedać oraz co się kończy, co bym chciała i czego mi brakuje. To, co bym chciała, ląduje na Wish list, a to, czego mi brakuje, staram się dokupić od razu, powiedzmy, żel do kąpieli, czy gumka do mazania.

Nie mam pojęcia ile uda mi się zaoszczędzić, ale mam nadzieję, że wiele, bo wszystko to pójdzie na mój fundusz na studia, więc warto. Dojazdy do Wrocławia wcale nie są takie tanie, za to studia dzienne, więc darmowe.

A jak tam z waszym oszczędzaniem?




2 komentarze:

  1. Ambitny plan! Też chyba powinnam się tak zmobilizować, ale i tak już jest lepiej:))) Zanim coś kupię to zastanowię się trzy razy czy wyjdę w tym raz czy jednak pochodzę:) Życzę powodzenia i czekam na relację z rezultatów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję i postaram się zdać relację, choć na to będziesz musiała trochę poczekać ;)

      Usuń