6 lutego 2015

Tylko mi się wydawało



Odkąd tylko przyszły pierwsze mrozy, przed wyjściem z domu opatulałam się najbardziej jak mogłam. Nie wystarczała mi jedna czapka i jedna para rękawiczek. Chodziłam w dwóch parach legginsów, żeby było mi ciepło. Gdy tego nie zrobiłam, czułam się...


No właśnie. Czułam się chora. Była pewna, że mam czterdziestostopniową gorące, głowa mnie bolała i w sumie wszystko inne też... Co z tym robiłam? Przecież byłam chora, prawda? Czułam się źle, gdy tylko temperatura spadała poniżej piętnasty stopni. Byłam jednym wielkim, zmarzniętym wrakiem człowieka.


Ile tak żyłam? Hmm... parę ładnych miesięcy. Ta zima przecież nie jest szczególnie zimna, temperatury ciągle unoszą się nad zerem, więc jest dość ciepło. Jakoś nigdy nie przeszkadzały mi ujemne temperatury, lubiłam spacery w zimowe wieczory i nie czulam ogarniającego mnie od środka chłodu. Coś się jednak zmieniło.

Gdy w styczniu, podczas moich całych! ośmiu dni chodzenia do szkoły, temperatury były dość wysokie, stwierdziłam, że mi gorąco. A chwilę później pomyślałam, że przecież gdyby teraz był marzec, na pewno nie siedziałabym w zimowym płaszczu, lecz lekkiej kurtce. Dlatego rozpięłam płaszcz. Na początku było mi chłodno, ale po chwili sie przyzwyczailam, i chodziłam tak przez kilka kolejnych dni. Teraz takze zakaldam płaszcz, zarzucam szalik, czasem czapkę lub nauszniki i wychodzę. Gdy naprawdę jest mi chłodno, zapinam się, ale szczerze powiem, że tego juz aż tak nie odczuwam. Fakt, gdy wychodzę z domu koło dwudziestej, jest już zimno, ale w inne poty dnia jest ok.

I najważniejsze. Ani razu nie mialam gorączki, nic mnie nie bolało i nie widziałam żadnych innych chorobowych obiawów. To dobrze świadczy. Przyzwyczailams ię do chłodu, który potrafiłam odczuwać chwilami nawet latem, i teraz jest lepiej. Już nie muszę ubierać się na cebulkę, spokojnie wystarcza jedna warstwa.

To, co odczuwałam, siedziało w mojej psychice. Naprawdę. Nie byłam chora. Czasem zdarza mi się poważnie zachorować, ale to nie o to chodzi. W sumie teraz nawet kataru nie mam. Czyli jest dobrze. Cieszę się, że udalo mi się tak pokonać zimno, że mi już nie przeszkadza, bo było to moje utrapienie. Teraz ze spokojem wychodzę o szóstej czterdzieści na autobus i nie myślę tylko o tym, że za chwilę będę chora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz