3 marca 2015

Skutki braku internetu


Przez cały styczeń nie miałam w domu dostępu do internetu. Mogłam tylko z niego korzystać w szkole (całe 90 min - 2 lekcje przez moje 8 dni chodzenia) oraz u chłopaka, tylko po to, by wrzucić post. Co dzięki temu osiągnęłam? 


Na początku był mi trudno. Tak, wiem, bez internetu da się żyć. Ale chcę to napisać szczerze. Więc, na początku było mi trudno. Nie miałam co robić, czym zająć się w wolnej chwili. Ciągle czegoś mi brakowało: informacji, kontaktu z kimś, oglądania głupich obrazków (no dobra, nie głupich). Gdzieś tam powoli wracałam do moich "byłych" przyjemności - rysunku, czytania... 

Dalej używałam komputera, ale zdecydowanie rzadziej. Gdy już go włączałam, powiedzmy, żeby napisać post (potem zrzucałam na pendrive'a i u chłopaka wrzucałam na Bloggera), podchodziłam już do tego inaczej. Gdy miałam internet, mimo tego, że wiedziałam co chcę zrobić, sprawdzałam jeszcze milion stron, zanim wzięłam się do pracy, na co przeważnie było już za późno. Gdy nie miałam internetu, brałam się od razu do pracy. Nie było pożeraczy czasu, które wybijałyby mnie z rytmu. Dzięki temu kończyłam pracę w ten sam dzień, w który zaczęłam i potrzebowałam na wszystko zdecydowanie mniej czasu. 

Potem włączałam komputer raz na kilka dni i załatwiałam za jednym zamachem i pracę i chwilę rozrywki (pasjans rządzi). Miałam więcej wolnego czasu popołudniami i w weekendy, więc mogłam się zabrać za inne rzeczy. Zaczęłam się bardziej przykładać do wszystkiego i myśleć o tym, co robię. Poświęciłam więcej czasu na czytanie, pisanie na bloga (w wordzie), rysowanie, spacery, czy też spędzenie chwili z rodziną. W końcu doszło do tego, że gdyby nie blog - nie włączyłabym komputera w ogóle. Czy to dobre? Pewnie tak, ale wiem też, że internet można wykorzystać do różnych ciekawych rzeczy. 

Co robią "typowi nastolatkowie" w internecie:
-przeglądają Facebooka, Twittera i te inne;
-siedzą na Demotywatorach i tych innych;
-oglądają śmieszne koty na YouTubie; 
-znów oglądają głupie lub mniej głupie obrazki;
-oo.. dawno nie byłam na Facebooku...

I tak ciągle. Wiem, bo widzę po ludziach i wiem, bo sama miałam taki okres w życiu, ale nie w wieku piętnastu-siedemnastu lat, a dwunastu.

Co innego można robić:
-kursy językowe, naukowe, malarskie i jakie tylko zapragniesz; wszędzie tego pełno;
-czytanie blogów, które mają sens;
-szukanie różnych sposobów na/rad/pomysłów i wcielanie tego później w życie;
-używanie do nauki (nie tylko Wikipedia);
-na YouTubie też są ciekawe i pouczające filmiki;
-wiadomości/seriale/filmy...

Nie twierdzę, że mamy go używać tylko i wyłącznie do poważnych/uczących rzeczy. Rozrywka też jest ważna, ale zrozumiałam, że rozrywka przez kilka godzin dziennie to zbyt wiele i dla psychiki, i dla oczu, i dla mózgu, który też ma dość bezczynnego "siedzenia". 

2 komentarze: