6 kwietnia 2015

Szlaki, biegi i znaki.


Ogólnie nigdy nie biegałam. Nie lubiłam tego. Bieganie po bieżni było dla mnie katorgą i przymusem, a wiadomo jak to z przymusami bywa.  Okrążanie sali dwadzieścia razy na jednym w-f też nie było ciekawe, nudziło się, a końca nie widać. Jednak znalazłam coś, przez co nawet bieganie jest przyjemne, choć i spacery się nadadzą. 


Słoneczny dzień. Wiosna na całego, choć do dwudziestego pierwszego było jeszcze daleko. Wróciłam wcześniej ze szkoły. Po ostatniej chorobie dostałam zwolnienie na miesiąc z w-f, choć wcale go nie chciałam. Teraz mi się nudzi. Dlatego wole do domu wrócić szybciej i ten czas (który spędziłabym siedząc na ławce przez dwie godziny) spędzam inaczej.





Powiedziałam sobie, że tym razem pójdę biegać. Przez godzinę wracania do domu jeszcze kilka razy zmieniałam zdanie, ale w końcu powiedziałam bratu, że idziemy - nie było już odwrotu. Doskonale wiem, że zaledwie kilka metrów od mojego domu przebiegają szlaki dla orientalistów i rowerzystów. Postanowiliśmy spróbować żółtego szlaku. Kiedyś już nim szłam, ale nie pamiętałam dokładnie, dokąd prowadzi droga. To w tym wszystkim było najlepsze. Szukanie znaków, które miały wskazać drogę.







Oczywiście nic nie mogło być nadzwyczaj piękne, bo już na początku złapała mnie kolka. Na szczęście udało mi się szybko jej pozbyć i mogliśmy ruszyć dalej. Biegaliśmy tak jakąś ścieżką, która dokądś prowadziła przez jakiś czas. Fascynujące było to, że to drzewa i znaki na nich miały nade mną kontrolę, a nie ja nad nimi. One decydowały o dalszym biegu i jego kierunku - nie ja.






Na początku nie było wiele do podziwiania. Jakieś domy, a po drugiej stronie las. Potem strzelnica i Oczyszczalnia Ścieków (przyjemny widok). Dopiero po kolejnym zakręcie zaczęło się robić pięknie. Znalazłam miejsce, do którego po kilku dniach wróciłam. Małe bajorko (nie wiem, może jeziorko), obok polana, potem las. Na przeciwko jakiś opuszczony dom. Mimo tego, że drzewa jeszcze nie mają liści, było tam niesamowicie zielono. Już widzę te widoki późniejszą wiosną lub wczesną (złotą) jesienią. Na pewno tam wrócę.




Chcę przez to powiedzieć, że fakt iż nie polubiłeś/łaś jakiegoś zajęcia jeszcze go nie skreśla. Czasem warto odkryć je na nowo, choć na początku może być trudno. Nie zamierzam biegać tak, jak moja przyjaciółka - codziennie. Ale raz na jakiś czas. Ciągle kawałek dalej. Wiem, że szlak zatacza pętlę i w końcu wrócę pod dom, jednak nie wiem, jak długo musiałabym bieg (z chodzeniem na przemian). Gdy będę miała na to więcej czasu - pobiegnę do końca. Na razie nie mam odwagi. 

8 komentarzy:

  1. U mnie takich szlaków nie ma a szkoda ;( Też nie lubię biegać, wolę jeździć na rowerze- to bym mogła robić godzinami ;D
    ale jak chodziłam na siłownie to biegałam po bieżni i nie było tak źle.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bieganie takim szlakiem jest o tyle fajne, że jak biegniesz bez mapy, to nie wiesz, dokąd dotrzesz - taka mała przygoda ;)

      Usuń
  2. Często tak jest, że jak ktoś coś każe to nie chcemy tego robić, nawet jeśli to coś fajnego. Dobrze, że w końcu się przekonałaś, życzę powodzenia, wytrwałości i odwagi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem to, im bardziej ktoś każe tym trudniej się za to zabrać :D

      Usuń
  3. Bieganie po bieżni jest bez porównania z taką przebieżką po lesie czy właśnie takim szlaku ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja zabieram się za bieganie i zabrać się nie mogę - lenistwo moje nie zna granic. Serdecznie zazdroszczę takiego miejsca, bo u mnie niestety szlaki betonowe między blokami jedynie występują...
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja biegam (od jakiegoś czasu) raz w tygodniu - sobota/niedziela. TO dobre rozwiązanie ;) szkoda, że nie masz takiego miejsca ;(

      Usuń