26 października 2015

Dzień jak co dzień - wydanie szkolne



Godzina 5:50

Czuję, że zwierz już tu jest. Przeważnie przychodzi mnie "ugniatać" chwile przed budzikiem. A jeśli nie zdąży, to mili się między pierwszym a drugim (o 6:00). W zależności od nastroju wstaję na pierwszy lub drugi budzik. Ubieram się i sprzątam łóżko (jeśli Sierść na nim śpi właśnie, to robię to później).


Godzina 6:00

Zaczyna się akcja właściwa. Mycie zębów, makijaż, włosy. Potem pakowanie kanapek i picia. Sprawdzenie zawartości torby. Danie kotu jeść, pić, przytulać. Gdy jestem głodna, w pośpiechu coś wszamię.

Godzina 6:30

Zaczynam się ubierać do wyjścia. Samo zakładanie górnej części garderoby nie jest problematyczne i zajmuje mi tylko chwilę. Za to buty.... Właśnie. Nowe buty. Moje marzenie. Martensy. Najpierw miały być wiśniowe, ale zdecydowałam się jednak na czarne. Wszystko fajnie, tylko że są wyłącznie sznurowane. NIe przeszkadza mi to wcale, ale muszę zacząć przez to szybciej się ubierać. Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na Kota i wykopanie go sprzed drzwi (kulturalnie przenoszę go do salonu) i mogę szybko uciec z domu, zanim wierny Azor (Kot) dopadnie drzwi.

Godzina 6:50

Przychodzę na tak zwany Główny - PKS. Spotykam się z chłopakiem i razem czekamy na autobus. Około 7 mogę usiłować zająć miejsce. Rano w sumie nie jest tak ciężko. Podróż mija przeważnie śpiąco lub źle (choroba lokomocyjna). A jedziemy prawie 30 km.


Godzina 7:35

Mniej więcej o tej godzinie wysiadamy z autobusu i kolejne 10 minut zasuwamy do szkoły. Od poniedziałku do piątku normalnie, a w czwartki i piątki idę odprowadzić chłopaka na praktyki. W szkole zaczynam od okazania identyfikatora (tak, chodzę do technikum, tak bez identyfikatora nie wpuszczą). Potem przebieram buty (kolejny wymóg, aczkolwiek w sumie to dobry). Oddaję rzeczy do szatni i idę czekać na lekcje.

Godzina 7:55

Przychodzi Kinga i już nie jestem sama. Czekamy sobie razem następne pięć minut.

Godzina 8:01

Wpada do szkoły Kamila. Teraz nasza trójca zasiada na lekcjach. Do godziny 15 siedzę w szkole. Ciągle słyszę "smacznego" ewentualnie "czy ty musisz znów jeść?". Normalne. Przed lekcjami jeszcze powtarzam. Czasem zdarzy się jakaś odpowiedź. Czasem (często) sprawdzian i kartkówka. Zdarzało mi się pisać nawet po 2 kartkówki na jednej lekcji. O 15 więc można (pędzić) spokojnie wyjść ze szkoły.

Godzina 15:15

Czekam na autobus. Najpierw pędzę jak szalona, bo przecież powinien teraz odjeżdżać. A to wszystko po to, by znów się spóźnił godzinę. Jak już przyjedzie, to kolejną godzinę spędzam starając się nie myśleć o tym, że jadę autobusem (choroba lokomocyjna). Przy dobrych wiatrach około 16:15 jestem w domu. Czasem jest to 17:15.

Godzina 16:15 (przy dobrych wiatrach)

Wchodzę do domu. Miziam kota. Odkładam kota. Ściągam czapkę. Miziam kota. Odkładam kota. Ściągam szalik. I tak aż nie ściągnę wszystkiego. Potem biorę kota, torbę, odnoszę do pokoju i wracam zjeść samotnie obiad. Potem chwilę rozmawiam z rodzinką.

Godzina 16:40

Robię sobie listę rzeczy do zrobienia. Siadam do lekcji. Odrabiam od razu wszystko, co miałam (nie czekam na ostatnią chwilę). Uczę się na następny dzień i przeglądam resztę.

Godzina 17:40

Robię resztę rzeczy z listy. Co drugi dzień jest to biologia lub angielski. Praktycznie co dzień uczę się dodatkowo słówek z angielskiego. Zajmuje mi to około 1,5 godziny (biologia i słówka), 30 minut (angielski i słówka).


Godzina 19:00

Zaczynam ćwiczyć. Ćwiczenia podstawowe na wszystkie partie ciała, rozciąganie do szpagatu, joga. Wszystko to zajmuje mi około godziny. Potem zjadam kolację i chwilę odpoczywam.

Około godziny 20:00

Idę się myć. Potem zajmuję się chwilę włosami (czesanie, czesanie). Rozkładam łóżko, przytulam kota. Staram się jakoś ubrać. Potem mam czas dla siebie. Czytam sobie, rysuję, bawię się z kotem, siedzę przed komputerem czy coś.

Godzina 22:00

Odpływam totalnie. Dobranoc wszystkim.

4 komentarze: