8 listopada 2015

30 października



Ciągle próbuję wrócić na bloga, pisać tyle co wcześniej i ciągle coś mi na to nie pozwala. Szukam czasu i go nie znajduję. Staram się, naprawdę się staram, ale czasem nie daję rady. Mimo wszystko teraz jeszcze raz chcę podjąć próbę i dzisiejszym wpisem zacząć nową drogę. Od dziś chcę pisać częściej.



30 października stał się datą przełomową w moim życiu.


Dlaczego piszę o tym dopiero teraz? Musiałam sobie wszystko uświadomić, uzmysłowić i inne "u". Czasem planujesz sobie jakąś wielką chwilę. Widzisz ją dokładnie w swoich oczach. Nie spodziewasz się, że wydarzy się w najbliższym czasie. A ona wchodzi w twoje życie bez zapowiedzi. Z wielkim hukiem. I przytupem. Wdziera się do serca i umysłu. I już nie chce odejść. Wiesz, że zostanie z tobą już na zawsze.

Dzień jak co dzień. Piątek prawie taki, jak każdy inny. Zaczęło się od załatwiania spraw w Starostwie, które gwoli ścisłości na dłuższą metę nie miały sensu, ponieważ i tak Prawa Jazdy nie zrobię. Spóźniona przyszłam dopiero na czwartą lekcję. Trochę zła, bo jak zawsze coś poszło nie zgodnie z planem.

Potem już jakoś minęło. Nie wracałam do domu, tylko poszłam do chłopaka. Mieliśmy razem spędzić cały weekend.

Było mi w sumie to źle, smutno. Kilka złych wiadomości potrafi skutecznie popsuć mi humor. Do tego wszystkie czułości kończące się bólem - tu głowa, tu brzuch tu coś tam. No nic. Zdarza się. W sumie zawsze mogło być gorzej nie?

W pewnej chwili wyszłam z pokoju. Gdy wróciłam, on już na mnie czekał.

Stał, jak gdyby nigdy nic. A w ręce trzymał małe pudełeczko.

Nie trzeba było nam słów. Od razu wiedziałam, o co chodzi. Nie pytał. Nie mówiłam. Po prostu przytuliłam i prawie płakałam ze szczęścia (popłakałam się dopiero później, gdy zaczęłam sobie uświadamiać, co się stało). Dopiero później, w nocy, przy splecionych dłoniach i blasku księżyca padło pytanie: Wyjdziesz za mnie?

Co miałam odpowiedzieć?

Oczywiście, że TAK.


Po czterech latach nie mogłam postąpić inaczej. Wydarzyła się najpiękniejsza chwila w moim życiu. Mam nadzieję, że nigdy jej nie zapomnę. 

4 komentarze: