27 listopada 2015

Cel = sukces



Ile razy już kazali ci stawiać sobie cele? Ile razy mówili, żebyś do nich dążył? A ile razy mówili ci, jak możesz to zrobić? I ile razy odpuszczałeś, bo nie mogłeś ich osiągnąć? A teraz z drugiej strony... Ile razy stawiałeś sobie cel i rezygnowałeś z niego, bo ludziom się nie podoba? Ile razy dążyłeś do tego, czego oczekują od ciebie inni, a sam w sobie znikałeś, by tylko sprostać wyzwaniom innych? 


Takich pytań można zadać wiele. Tylko problem jest taki, że niewielu ludzi zna na nie odpowiedzi. Każdy mówi tylko o celach, o ich stawianiu i o tych osiągniętych. Nikt jednak nie chce mówić o tym, jak dążyć do niego. Nikt nie chce mówić o tych wszystkich porażkach i zwątpieniach po drodze, które podstawiają człowiekowi nogę, a gdy ten się przewróci, łapią go za kostkę i wleką po gruntowej drodze, aż nie straci wszelkich nadziei na sukces. 

Wszędzie wokół widzę te ładne, popularne blogi. I widzę osoby, które piszą tylko jeden wpis i odpuszczają, bo nie ma miliona wyświetleń. Postawiły one sobie cel, ale nie wiedzą, jak do niego dążyć. Nie wiedzą, że nawet pisanie bloga, które jest z pozoru proste, wymaga od niego nakładu czasu i pracy, których potrzeba bardzo dużo, by osiągnąć sukces. To wcale nie jest tak, że siadasz, piszesz, publikujesz i zbierasz plony swojej pracy. Często jest tak, że siadasz dwudziesty raz nad jednym wpisem i gdy skończysz, i tak go kasujesz, bo nie jest taki, jak sobie wymarzyłaś. Często jest tak, że piszesz jeden raz byle jak i spotyka się on z większym odzewem niż te, nad którymi pracowałeś wiele dni. 

Sukces nie przychodzi od razu. To trzeba sobie zapamiętać. Wiele osób ma naprawdę sprecyzowane marzenia i cele, ale mimo tego, po wielu dniach/tygodniach/miesiącach/latach pracy, odpuszczają. Nie ma sukcesu - nie ma po co się starać. A może właśnie, gdyby jeszcze jeden raz, choć jeden dzień spróbować do niego dążyć, udałoby się? Tego nie wiesz, dlatego lepiej nie przestawać. 


Według mnie w szkołach powinni uczyć, jak osiągać sukces, jak do niego dążyć, jak się nie poddawać i jak się motywować. Niestety, zamiast tego ciągle słyszymy, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. W technikum po pierwszej klasie miałam średnią 5,05. Dla moich nauczycieli to i tak zbyt mało. Gdy egzamin próbny napisałam na 37/40 punktów (do niego uczyliśmy się na razie 12 z 20 miesięcy), usłyszałam, że to za mało. Ma być lepiej. Zawsze tak jest. Nauczyciele nie potrafią docenić ucznia, dać mu motywacji. Tylko ciągle mówią, co źle zrobiliśmy. To jak z zadaniem domowym: nie masz - jedynka; masz - co to kogo obchodzi? 

A gdyby tak spróbować w drugą stronę? Doceniać każdą pracę włożoną w naukę? Motywować? 

Gdzieś czytałam o liście ambitnych celów. Teraz już nie pamiętam gdzie. Wiem tylko, że od razu usiadłam i spisałam je. Te moje, najgłębsze, prosto z serca. Nie to, czego oczekują ode mnie inni. Myślałam nad każdym. I wiem, że lista ta jeszcze się powiększy, ale na chwilę obecną jest na niej czterdzieści podpunktów. W tym (m. in.) zrobić szpagat, zdać maturę z biologii na min. 70%, zaręczyć się (spełnione), być honorowym dawcą krwi czy zapisać się na pole dance. 

Z niektórymi z nich będę musiała jeszcze długo poczekać. Niektórych realizację określam ja (zrobić prawo jazdy - jestem po 4 godzinach kursów już). Niektóre weryfikują czas same (zdać maturę... za 2,5 roku). A niektóre wymagają zaangażowania osób trzecich (ślub - 18.05.2019 r.). 


Jak widać, trzeba podzielić cele na różne kategorie. Wiadomo, że czasem samo określenie daty nie wystarczy (zrobić szpagat), ponieważ nigdy nie wiemy, czy nie napotkamy przeszkody i nie będziemy musieli odłożyć tego w czasie, by nie zrobić sobie krzywdy. Ale samo określenie czasu jest bardzo motywujące. Nie można mówić: kiedyś. Trzeba mówić: za tydzień, za miesiąc, w przeciągu roku - zrealizuję ten cel. A kiedy zacząć? Zacznij już dziś. 

Na koniec mój przykład. Zapisałam sobie na mojej liście celów, że będę miała 10 pracowników w Oriflame. Przez ostatnie niecałe dwa lata nie udało mi się zrekrutować nikogo. A gdy tylko zapisałam to na kartce, nabrałam nagle motywacji i stwierdziłam, że ten cel jest realny. Od tego czas (jakieś 2 tygodnie) udało mi się zaprosić do pracy dwie osoby, a trzecia się zastanawia. I zobaczcie, fakt, że dwa lata mi nie wychodziło, nie zmienił faktu, że teraz się udało i że warto było nie odpuszczać. 

Wyszedł długi post, ale taki właśnie chciałam napisać. To mój mały sukces. Mam zamiar pisać ciut dłuższe myśli, bo to mi się podoba u innych. I zobaczcie - postawiłam sobie cel i udało mi się go zrealizować. 

Na koniec życzę wam powodzenia. Długopisy w dłoń i piszemy swoje cele. 

6 komentarzy:

  1. Powodzenia ;p też miałam być konsultantką ale jakoś to nie dla mnie chyba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też myślałam że to nie dla mnie a tu taka miła odmiana :)

      Usuń
  2. Uwielbiam te kolorowanki ❤️

    _________________
    blog.justynapolska.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niby antystresowe, a czasem nerwicy przy nich dostaję :D

      Usuń