9 listopada 2015

Okiełznać czas



Ostatnio bardzo często towarzyszy mi temat braku czasu. Nie chodzi mi o to, że nie wyrabiam się ze wszystkim w jedną dobę, ale raczej, jakby to zaśpiewał Litza z LUXTORPEDY: "Ja, chcę zaginać czas. Mam morze potrzeb i nie starcza mi dnia. A chciałbym w nim pływać, osiągać, obmywać. Łakome i lubieżne ja." 


Dlatego opracowałam sobie nową metodę planowania czasu. Opiera się ona na trzech etapach. 

1. Lista zadań. 

Stworzenie listy jest niby banalnie proste. Wypisuje wszystko, co bym musiała danego dnia zrobić. Dziś lista ta zawierała: napisanie wpisu na bloga; 
  • nauka na PIH; 
  • ćwiczenia; 
  • nauka angielskiego oraz słówek, 
  • nauka biologi, 
  • wyzwanie dnia, 
  • pisanie książki; 
  • rysunek, 
  • odrabianie lekcji, 
  • czytanie i matematyka. 


Tworzenie listy ma zająć mi tylko chwilę. Wiem, co mam zrobić i widzę, ile mniej więcej tego jest. 

2. Czas.

Teraz przychodzi pora na określenie czasu na każde zadanie. To również ma być na oko, zrobione bardzo szybko. Dziś to było mniej więcej: 
  • napisanie wpisu na bloga 40 minut; 
  • nauka na PIH 20 minut; 
  • ćwiczenia 1 godzina; 
  • nauka angielskiego oraz słówek 40 minut;
  • nauka biologi 40 minut; 
  • wyzwanie dnia 10 minut;
  • pisanie książki 30 minut; 
  • rysunek 1 godzina; 
  • odrabianie lekcji 1 godzina; 
  • czytanie 1 godzina;
  • matematyka 20 minut. 


Biorąc pod uwagę fakt, że miałam czas na to od 16:30, można stwierdzić, że powinnam skończyć robić to wszystko mniej więcej o północy. Wiem też, że nie uwzględniłam tu czynności egzystencjalnych, które także zabierają czas. Nie uwzględniłam też, że chodzę spać mniej więcej około 22. No cóż, dlatego mamy trzeci etap. 

3. Tworzenie planu.

Teraz zaczynam planować. Zapisuję trzy rzeczy, które są dla mnie najważniejsze danego dnia. Powiedzmy, że było by to: 
  • nauka na PIH 20 minut;
  • ćwiczenia 1 godzina;
  • odrabianie lekcji 1 godzina.


Układam to w plan:
  • nauka na PIH 16:30 - 16:50;
  • ćwiczenia 16:50 - 17:50;
  • lekcje 17:50 - 18:50. 


Zabieram się do pracy. Wyszło tak, że pracownię ogarnęłam w 10 minut. Ćwiczenia zajęły mi 30 minut, a lekcje 20. Z tego wychodzi, że minęła godzina. Mamy 17:30. I zaoszczędzone 80 minut. Jak to robię? 

Otóż kieruję się zasadą, że chcę skończyć wszystko jak najszybciej, by wyrobić się ze wszystkim co mam zaplanowane na dany dzień. To sprawia, że gdy odrabiam lekcje, korzystam z książek, a nie z internetu. Dzięki temu nie wpadnę w jego sidła. Pisząc post w tej chwili, robię to bez udziału internetu. Potem go tylko skopiuję i dodam. Chcę też dodać iż z chwilą publikacji tego wpisu kończę moją listę zadań na dziś. Zaoszczędziłam w międzyczasie około godzinę wolnego czasu na odpoczynek. 

Moja główna zasada? 
Gdy coś robię, skupiam się na tym w minimalnie 99%. Wtedy robię to szybciej i lepiej. Dzięki temu mogę spokojnie zdążyć zrobić wszystko, a czasem nawet jeszcze więcej niż chciałam. Wolę zrobić więcej przez trzy dni i czwarty mieć wolny, niż odkładać na później i na koniec siedzieć do rana, by wszystko nadrobić. 

A jakie wy macie sposoby na zarządzanie czasem? 

6 komentarzy:

  1. Ta lista zadań, to jest podstawa ja przekonałam się o tym już dawno. Doprawdy ciężko jest "się ogarnąć" bez konkretnego planu

    OdpowiedzUsuń
  2. Planowanie czasowe nie do końca dobrze się u mnie sprawdza, ale tygodniowa lista rzeczy do zrobienia już tak :) Skreślanie kolejnych pozycji jest motywujące i pozwala szybkim rzutem oka ocenić ile za mną, a ile przede mną :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń