26 grudnia 2015

Kocioł kontra święta


W tym roku świat miały odbyć się w większym gronie - z Kotem. Bałam się tego niesamowicie, bo naczytałam się o tym, jak te poczciwe zwierzaki reagują na różne świąteczne zwyczaje. Jednak mój Kocioł jest inny i nieraz mnie zaskoczył - swoimi uczuciami oraz pomysłami. Dlatego właśnie zrobiłam listę kociełowych wyczynów. 


  • Zacznijmy od świątecznych porządków. Kociołek, jak bardzo pomocny kot oczywiście z całego serduszka starał się robić wszystko jak najlepiej. Wychodziło mu to dość... specyficznie. O ile firanki wytrzepał perfekcyjnie, to z innymi rzeczami szło mu inaczej. Gdy wchodziłam na krzesło by pościerać kurze z wyższych półek - usiłował mnie zrzucić z krzesła: gryzł, drapał, wspinał się na nie. Ale sprzątanie ze stołu (podczas robienia pierogów czy pierników) szło mu nieźle... w sumie co z tego, że ledwo zaczęłyśmy... 

  • Ubieranie choinki rozłożyłam na kilka etapów, by przygotować Kociołka na ten szok. Przyjął to na szczęście na klatę i postarał się sprawiać dobre wrażenie i minimalne zainteresowanie choinką. Nie przeszkadzała mu w ogóle. Dopóki nie zaświeciliśmy światełek.  Wtedy zaczął ją... podziwiać. Siedział koło niej i obserwował. Potem kładł się pod nią. Z czasem zaczął bawić się bombkami, wieszać się na nich i kraść ozdoby z choinki. Wszystko byłoby ok (można powiedzieć, że ubieramy choinkę co dzień) gdyby nie fakt, że chciał ją zobaczyć od środka. Więc zaczął się po niej wspinać. I kraść ozdoby ze środka. Ach, ten Kocioł. 

  • Gotować to on lubi. Naprawdę. Więc rodzinne gotowanie było tym razem bardziej rodzinne. Wspominałam już o porządkach po (czytaj: w trakcie) gotowania, ale muszę dodać jeszcze to, że Kociołek próbował praktycznie wszystkiego, co dało się zjeść: kapusty z fasolą, maku, babki, kremu do ciasta, sałatki, obierek od warzyw. A czego nie jadł? Ryby. Mięsa, które było na obiad w pierwszy dzień świąt. Dziwny zwierz.

  • A skoro mowa o warzywach, to oczywiście wiadomo, że trzeba je uratować. Przed czym? Przed obraniem. A jak już są obrane, to oczywiście trzeba odtańczyć dziwne rzeczy przy obierkach, zjeść je i ratować to, co z warzyw zostało. Wrzucone do zlewu (np. ziemniaki) automatycznie były turlane. Ale największy problem był z tym, które pływały w wodzie w zlewie. Otóż nasz miłosierny Kociołek stwierdził, że się poświęci, wskoczy do zlewu i uratuje je wszystkie, nawet gdyby musiał potem wysychać przez tydzień. 

  • Wiadomo, skoro lubi się myć (pisałam o tym poprzednio), to można by go tak świątecznie wykąpać, wyczesać. Tak więc zrobiłam. Potem założyłam mu muszkę. A gdy tylko dojechaliśmy do babci, odwiedził czeluścia zaszafia - wszedł za meblościankę, za którą nie było chyba nigdy sprzątane. także musiałam go umyć znów. 

  • A teraz dłuższa historia o Mikołaju. Otóż, gdy powiedziałam Kociołkowi: bądź grzeczny, to Mikołaj przyjdzie i przyniesie Kociołkowi prezenty, ślepka zaświeciły mu się, a na ryjku pojawił się uśmiech od oka do oka. Także przy każdej możliwej okazji mówiłam mu o Mikołaju. A gdy przyszła Wigilia, wieczorem, po kolacji, powiedziałam mu, by poszedł szukać Mikołaja. Wskoczył więc na parapet i wypatrywał go wszędzie (myślę, że bardziej tych wszystkich światełek, które były na dworze, ale dajcie mi sobie wmawiać). Gdy przyszedł czas rozpakowywania prezentów staną nad swoimi nowymi myszami i piłeczkami i kręcił łebkiem. Wyglądało to jakby mówił: nie dowierzam, no nie dowierzam. (Lub: nie to chciałem, nie to..., ale spekulacje pozostawmy na później).  
A jak wasze zwierzaczki spędzają święta? 

4 komentarze:

  1. Oj, jaki kochany! :D Ja mam papugi, więc grzecznie w klatce siedziały. No i Mikołaj też przyniósł im smakołyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z takimi to fajnie :) a ten to kombinował cały czas ;) Mikołaj to kocha te zwierzaki :)

      Usuń
  2. Pamiętam jedne święta jak mieliśmy królika. Z tym, że on na dworze był, a na święta wylądował w piwnicy. Ją zaczął zwiedzać więc pewnie gdyby go na salony wpuścić to i je by zwiedzał.

    OdpowiedzUsuń