12 grudnia 2015

Rozdział 1. Brama (cz.1)



Dziewczyna pospolitej urody siedziała na murku przed szkołą. Miała długie, niemal do połowy pleców, włosy w kolorze słońca. Powiewały one delikatnymi falami na wietrze. Jej niebieskie oczy idealnie pasowały do wizji bezchmurnego nieba. Poniżej, lekko zaróżowione usta, zdobiły jej twarz. Gdyby przyjrzeć się jej bliżej, można zobaczyć piegi na jej twarzy i zgrabnym nosku. Może jednak nie była tak pospolita?


Ubrała się tak, by podkreślić swoje wdzięki. Czerwona spódniczka oraz lekka i zwiewna czarna bluzka. Całość prezentowała jej grację, lecz nie pasował jeden szczegół - na nogach miała wiśniowe Martensy. 

Dziś. dwudziestego drugiego września widziana w tym miejscu po raz pierwszy. Do której klasy mogła chodzić? Dlaczego nikt jej wcześniej nie widział? 

Pewien chłopak obserwował ją z oddali. Gdy zadzwonił dzwonek, a ona nie ruszyła się z miejsca, chciał zareagować. Niestety, był aż nad to nieśmiały. Starał się przemóc przez chwilę, aż w końcu zrobił to, by sam nie spóźnił się na lekcję. 

Podszedł do Anny - tak się bowiem nazywała. Zawahał się, ale odezwał. 

     -Zadzwonił dzwonek. Nie wiem, czy słyszałaś. Hej - powiedział bardziej od końca niż w logicznym porządku. Stresował się.

Dziewczyna nie zareagowała. Nadal wpatrywała się w ludzi przechodzących obok.

Delikatnie ją szturchnął. Ocknęła się z głębokiego zamyślenia. 

    -Co cię napadło człowieku?! - krzyknęła. Michał wzdrygnął się. Chyba nie było sensu przezwyciężać nieśmiałości. Ale skoro już to zrobił...

     -Zadzwonił dzwonek.... - powtórzył spokojnie.

     -I co z tego? Zostaw mnie w spokoju! - krzyknęła i wstała z murku.

Zebrała swoje rzeczy: torbę, notes i długopis, po czym poszła do szkoły. Chłopak zaśmiał się w duchu. Taka z niej buntowniczka.

Michał szedł za nią, ale gdy weszła do damskiej toalety, on sam udał się na lekcję. Pomyślał, że poszuka jej później. 

     -Przepraszam... - zaczął, gdy otworzył drzwi sali. 

     -...za spóźnienie. Tak, tak. Wiem. Siadaj już... - powiedział zrezygnowany pan Jabłoński, nauczyciel języka polskiego. 

Michał usiadł obok Marcina. 

     -O co mu chodzi? - zapytał. 

     -Jesteś siódmym spóźnionym. 

Chłopak rozejrzał się po klasie. Było w niej tylko dziesięć osób. A gdzie reszta? 

     -Dzień... - do klasy wpadła Magda. 

     -Nie kończ! - krzyknął błagalnym tonem nauczyciel.

     -Dobrze, panie psorze - odpowiedziała zmieszana. 

Nauczyciel nie kwapił się do rozpoczęcia lekcji. Prawdopodobnie, jak po kilka razy w miesiącu się to zdarza, stwierdził, że i tak nie ma sensu prowadzić lekcji. 

Drzwi otworzyły się ponownie. Stanęła w nich Anna i na jednym wydechu powiedziała: 

...

cdn. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz