22 grudnia 2015

Rozdział 1. Brama (cz.2)


-Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie, ale się zgubiłam. 
-Jak można zgubić się po roku chodzenia do szkoły? A w sumie, nie ważne - zrezygnował pan Jabłoński i pogrążył się w letargu. 
Dziewczyna usiadła w ostatniej ławce. Nauczyciel podniósł wzrok i spojrzał na nią dokładnie. 
-A ty, to kto? - rzucił szybciej. Czasem można odnieść wrażenie, że jest on bardziej nieogarnięty niż niektórzy uczniowie. 
-Anna Miśkiewicz - odpowiedziała. - Nowa w tej szkole. 
Michał spojrzał na nią. Nic dziwnego, że nigdy nie widział dziewczyny z murku. Nie przypuszczał, że będzie chodziła do tej samej klasy. 


-Dobrze, siadaj. Porozmawiamy kiedy indziej. 

Gdyby znalazła się choć jedna osoba rozumiejąca pana Hieronima Jabłońskiego, pięćdziesięcioletniego polonistę, świat prawdopodobnie stanąłby w miejscu. Nie było w tej szkole ucznia z tak zadziwiającą zdolnością rozumienia ludzi. 

Anna usiadła drugi raz i otworzyła notatnik, dokładnie ten sam, co przed lekcją. Zaczęła coś notować, mimo, że nauczyciel nie prowadził lekcji. Lekko przysłaniała ręką tekst tak, by nikt nie mógł go zobaczyć, ale jednocześnie tak, by nie utracić swobody pisania. Siedziała sama. W ostatniej ławce. A mimo to ukrywała zapiski. Dlaczego? 

Gdy po około dwudziestu pięciu minutach rozbrzmiał dzwonek sygnalizujący przerwę, wcale nie zerwała się z ławki, jak inni uczniowie. Siedziała w niej spokojnie, zupełnie jak przez ostatnie pół godziny. 

Michał postanowił jeszcze raz się do niej odezwać. Nie miał nic do stracenia. W głowie układał dokładny plan słów, które jej powie, gdy ta zacznie go znów wyzywać. 

Mimo jego początkowej nieśmiałości wobec nowych osób, szybko ją przełamywał. Przeważnie już po pierwszym kontakcie werbalnym. 

-Zadzwonił dzwonek. Nie wiem, czy usłyszałaś - powiedział do niej tak samo, jak za pierwszym razem. - Hej! - zawołał głośniej, gdy znów nie zauważył żadnej reakcji. Podniosła powoli wzrok, a ręce ułożyła na notesie w taki sposób, by zasłaniały całe strony. Cała ta akcja toczyła się jak w zwolnionym tempie. 

W jej spojrzeniu można było zauważyć rozdrażnienie i wściekłość. Mogłoby się wydawać, że jej oczy płoną, ale fakt jej głęboko niebieskich oczu eliminował to stwierdzenie. Niebo w trakcie burzy pasowało bardziej. 

-Zostaw mnie w spokoju - powiedziała przez zęby. 

Michał miał w głowie całą scenerię i plan wydarzeń. Dudniły w niej przeróżne słowa, nie wszystkie ładne. A mimo to powiedział tylko: 

-Jak chcesz. - I odszedł. 

Anna zupełnie tego nieświadoma, została w klasie do końca przerwy. Nauczyciel siedział tak zajęty sobą, że jej nie zauważył. A ona, korzystając z kompletnej ciszy, pisała dalej. Nie lubiła, gdy ktoś jej przeszkadzał. Nie lubiła hałasu. Nie lubiła ludzi. Wolała ciszę. Wolała samotność. Bardzo jej odpowiadał brak towarzystwa. Dlatego ciągle musiała zmieniać szkołę - nie chodzi na lekcje. Nie interesowała się nauką. Chciała zostać pisarką. Na tym kończył się jej świat. 

Z zadumy wyrwał ja dopiero hałas klasy, która weszła na kolejną lekcję. Nawet nie słyszała dzwonka. Zrezygnowana zabrała swoje rzeczy i wyszła z sali. Była ósma pięćdziesiąt, ale Anna zrezygnowała z pójścia na następne lekcje. Odpuściła jeszcze szybciej, niż w poprzedniej szkole. 

Spokojnie zamknęła za sobą drzwi budynku. Na ramieniu miała torbę w indiańskim stylu, a w ręce trzymała notes. Wyglądało na to, że nigdy się z nim nie rozstawała. Pasował do niej - był cały bordowy, dokładnie jak jej buty. Tak, jak ona, był tajemniczy i dziewczęcy. Na pewno nie kupiła go przez przypadek.

Dziewczyna przemierzała całkiem normalną drogę. Najpierw szła główną ulicą, przy której znajdowała się szkoła. Następnie, na skrzyżowaniu, skręciła w drogę, która najbardziej oddalała ją od miasta. Jeszcze raz skręciła, aż w końcu trafiła na wąską dróżkę, przy której po obu stronach znajdowały się stare domy. Szła nią przez chwilę, ale droga skończyła się. Anna trafiła na ślepy zaułek.

cdn. 

2 komentarze: