23 grudnia 2015

Rozdział 1. Brama (cz.3)


Gdy dziewczyna spojrzała w górę, zauważyła, że jest to metalowa brama z licznymi zdobieniami. Przez skorupę rdzy, w niektórych miejscach przebijało się srebro materiału, z którego owa brama została stworzona. Porastały ją bardzo różnorodne rośliny, które działały zupełnie jak zasłona - ukrywały pod maską tajemnicy całą przestrzeń znajdującą się za nią. Możliwe, że skrywało się tam odludzie, bo gdzieś tu kończyło się miasto. 



Dziewczyna trafiła w to miejsce pierwszy raz w życiu. Przez chwilę patrzyła na bramę, ale nie widziała możliwości przedostania się na drugą stronę. Usiadła więc na ziemi i oparła się o metal pokryty gąszczem liści i traw. Położyła notes obok siebie i otworzyła torebkę. Wyciągnęła z niej grubą książkę: "Poradnik pisarza". Była przekonana, że dojść do celu musi sama, dlatego właśnie czytała takie książki. Jak na osobę, która ma problem ze szkołą, była bardzo oczytana - chłonęła co najmniej jedną książkę tygodniowo. Szukała w nich inspiracji i natchnień. Była bardzo zdeterminowana. Gdyby do nauki w szkole przykładała się równie mocno, zostałaby prymuską. Lecz to ją nie interesowało. 

- A ty co tu robisz?! - krzyknęła z pretensjami starsza pani. Mogła mieć około sześćdziesięciu lat. Brak pracy pewnie dawał się we znaki i stała się osiedlową podglądaczką. - Halo?!

- Nic. Tylko czytam. Mieszkam niedaleko - odpowiedziała nie odrywając wzroku od książki. 

- Cóż za arogancja! - wykrzyknęła oburzona staruszka. Nie odpowiadał jej tylko słowny kontakt. Anna postanowiła siedzieć cicho i przeczekać ten nalot. 

Minęły zaledwie sekundy, a kobieta znów uniosła głos. 

- Tu nie wolno być! Nie wolno!

Anna podniosła wzrok, jednocześnie zaznaczając palcem miejsce, w którym skończyła czytać. Jej spojrzenie wypowiadało to, co działo się w głowie: O co ci kobieto chodzi? Zostaw mnie w spokoju. Idź już sobie. 

- Nie wolno tu być! Uciekaj! - Krzyczała na tyle głośno, że z najbliższego domu wyszedł pan w podobnym wieku. Popatrzył na nią błagalnie, ale nawet go nie zauważyła. 

- Nie wiem, co ta baba plecie, ale nie wierz jej drogie dziecko. Ma lekką... Taką... Ma schizofrenię i wymyśla niestworzone rzeczy. Zostań tu jeśli chcesz - wyjaśnił Annie i zwrócił się do kobiety: Jadziu, chodź już do domu.

Kobieta była prawdopodobnie jego żoną. Różnili się od siebie całkowicie. Pan był niski. Pod koszulą kreślił się troszkę grubszy brzuch. Na twarzy zaś miał szeroki uśmiech. Zadowolona mina zdradzała, jak bardzo kocha on życie. Pani za to była wyższa od niego i o wiele szczuplejsza. Na twarzy gościł grymas bólu i smutku. Głos zdradzał rozczarowanie światem. Ciekawe, czy wcześniej także do siebie nie pasowali? Ale mimo całych tych różnic, które dzieliły ich wizualnie, czuć było, że się kochali. 

Anna siedziała dalej w miejscu. Uśmiechem podziękowała panu i zaczytała się w książce. Pomyślała o tym, żeby przychodzić tu częściej. Zaplanowała, że następnego dnia pójdzie tylko na jedną lekcję, a potem tu wróci. Może spotka jeszcze raz tego staruszka? Przez tę chwilę zrozumiała, że życie może nie jest takie złe. 

Gdy dotarła do ostatniej strony poradnika, wrzuciła go do torby. Chwilę zastanawiała się na notesem, ale on także dotarł do torby. 

Wstała i poszła do domu. Całą drogę myślała o zaistniałej sytuacji. 

- Byłaś dziś w szkole? - spytała Natalia swą córkę. Miała wciąż nadzieję, że Anna się zmieni i "będą z niej ludzie". 

- Taa...

- I jak było? - spytała otwierając szeroko oczy. 

- Na polskim nauczyciel ma wszystko gdzieś. Może będę chodzić na te lekcje. 

- To... - matka zmieszała się. Z jednej strony nie było to dobrze. Zbliżała się matura. Z drugiej zaś - była nadzieja, że będzie chodziła na lekcje. - To dobrze. Ważne, żebyś się dobrze czuła. A reszta jak? 

- Nie było mnie. 

Czar prysł. Jedna godzina obecna, a sześć nie. Świetne statystyki. Cudowny początek. Czy nie mogła choć przez kilka dni zrobić dobrego wrażenia na nauczycielach? Może uda się to jakoś usprawiedliwić? Rano zadzwoni do szkoły. A dziś da już córce spokój, bo pewnie znów się to źle skończy. 

cdn. 

4 komentarze: