31 stycznia 2016

Podsumowanie stycznia


W styczniu wiele się działo i pierwszy raz od dawna miesiąc minął mi bardzo szybko. Niestety, nie udało mi się zrobić tyle, ile bym chciała. Choć efekty, dla innych ludzi, byłyby bardzo zadowalające - dla mnie nie. Wiele razy odpuszczałam - bo tak. I w ogóle ta organizacja jakoś tak całkiem padła. Ech...
Zacznijmy od mojej całkiem nowej fascynacji, której staram się oddać, jak tylko mogę. Jest to zdrowy styl życia, do którego wciąż mi daleko i w styczniu - oprócz wielu nowych informacji na ten temat, nie zmieniło się nic. Dlatego właśnie zmiany planuję na luty, choć nie ukrywam, że od kilku dni staram się coś zmienić.

Jak ćwiczyłam w styczniu? 

Pisałam już o tym, ale wspomnę raz jeszcze. Moje ćwiczenia przez ten miesiąc były zaplanowane na każdy dzień. Codziennie takie same. Rozgrzewka, rozciąganie i joga. Z tego powodu do szpagatu brakuje mi już tylko ok. 15 cm. Uważam to za duży postęp. Mam nadzieję, że po zmianie mojego programu ćwiczeń na luty - postęp będzie jeszcze większy. 

Joga także wiele zmienia w moim życiu. Uspokaja i napełnia pozytywną energią. Nauczyłam się paru nowych asan - np. mostku na łokciach. I samego mostku ze stania. Czuję, że jestem o wiele bardziej rozciągnięta, niż jeszcze 31 dni temu. 

Mam zamiar wam pokazać za jakiś czas zdjęcia z moich ćwiczeń - być może sami skorzystacie. Muszę tylko nakłonić P. żeby łaskawie zrobił mi te zdjęcia. 

Co czytałam, słuchałam, oglądałam? 

Z książek udało mi się przeczytać 7, a 8 zaczęłam. Były to: 

1. Philippa Gregory "Kochanek dziewicy"
2. Adam Mickiewicz "Dziady cz. III"
3. Wiktoria Zender "Strefa cienia"
4. Marja Putkisto "Szczupła i zgrabna sylwetka"
5. Robin Cook "Oślepienie"
6. Mariola Bojarska-Ferenc "Sztuka dobrego życia"
7. Tara Fraser "Łatwa joga"
8. Philippa Gregory "Klątwa Tudorów" 

Autorka 1. i 8. książki przypadła mi bardzo do gustu, przez co napiszę wam na blogu recenzję jej książek. Przeczytam tylko jeszcze dwie i dam wam znać. 

W tym miesiącu chętnie słuchałam... popu. Dziwne, wiem. Ale także polubiłam zapomnianą przeze mnie piosenkarkę - Avril Lavingne. 

A jak poszły mi codzienne zadania? 

Tu pojawiły się schody. Zależy mi na tym, co zawsze: biologia, angielski, rysunek, pisanie. I zepsułam to wszystko praktycznie na całej linii. Z biologii zrobiłam może połowę z zaplanowanych rzeczy. Angielski - tu trzymałam odpowiedni poziom. Słówka - raz na 100 lat... O rysunku zapomniałam całkowicie, a pisanie? na 30 stron napisałam może 15... 

Dlatego w lutym pracuję nad organizacją i chcę to zmienić. Chcę, by było lepiej. 



A wam jak minął ten miesiąc? 

8 komentarzy:

  1. Chętnie przeczytam jakąś dobrą książkę dlatego czekam na recenzję wspomnianej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już kończę czytać, więc na dniach pojawi się recenzja :)

      Usuń
  2. Też się zastanawiałam nad jogą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma co się zastanawiać - trzeba zacząć :)

      Usuń
  3. poodba mi się takie podsumowanie!
    miesiac minal badzo szybko :)

    OdpowiedzUsuń