8 stycznia 2016

Rozdział 2. Głos (cz. 1)


Minęło trochę czasu, aż w końcu po dziesięciu dniach znów tam poszła. Tym razem miejsce wyglądało już zupełnie inaczej. Nadeszła piękna, polska jesień. Ta bez deszczu i chlapy. Za to pojawiły się różnobarwne liście, spadające na ścieżki w całym mieście.


Anna szła tą samą drogą, którą szła pierwszy raz. Niby ją poznawała, lecz wokół pojawiały się same różnice. Podobieństwo znikało pod gęstą pierzyną różnobarwnych liści. Nawet domy zdawały się przywdziewać odmienne kolory jesienią. 

Przechodząc obok budynku, w którym mieszkali starsi państwo, Anna chciała dyskretnie zajrzeć przez okno, by sprawdzić, czy są dziś w domu. Jednak za firanami, które prawdopodobnie miały tyle lat, co właściciele, nie było nic widać. Zawiedziona, poszła dalej. Może później ich spotka. Przez ostatnie dni wiele myślała o słowach, które usłyszała od starszej kobiety. Czy naprawdę za bramą kryło się coś strasznego? A może kobieta była chora i to doprowadziły do stanu paniki? Dziewczyna czytała już o takich przypadkach. Gdy doszła do bramy, rozłożyła koc i usiadła na nim. Dwa tygodnie wcześniej było o wiele cieplej. Październik był pięknym miesiącem, lecz temperatura potrafiła dać się we znaki. Wiatr wiał chłodniejszy, a słońce nie dawało już tyle ciepła. 

Dziewczyna wyciągnęła notes i zaczęła w zawrotnej prędkości wypełniać jego strony. Wydawało się, że nie robi przerw między słowami. Można było zauważyć, że wstrzymuje oddech - tak bardzo była skupiona. 

Po godzinie zamknęła notes i wraz z kocem włożyła go do torby. Popatrzyła w przestrzeń przed sobą. Gdy wciąż nie zobaczyła ludzi, których miała nadzieję spotkać - zrezygnowała. 

Musiała wrócić do szkoły. Na siódmej lekcji czekał ją sprawdzian z polskiego. Zdążyła polubić ten przedmiot oraz samego nauczyciela.  

Była też na kilku innych przedmiotach, ale jedynie w-f stanowił dla niej odmianę od smętnej szkolnej monotonii. Jej prawa ręka także potrzebowała trochę wytchnienia. 

- Dziewczyno, skąd ty masz tyle siły? - spytała wuefistka po sprawdzianie siły. - Lewą ręką też spróbuj. 

Tym razem test wyszedł o wiele słabiej. 

- To nie możliwe - powiedziała nauczycielka z niedowierzaniem. 

- Zdarza się - odburknęła Anna. Zapisanie kilkunastu notesów do tego doprowadziło. Ręka praktycznie jej się nie męczyła, podczas gdy inni narzekali na zbyt dużą ilość pisania.

- Dziś już koniec! Na następnych zajęciach biegamy! - krzyknęła nauczycielka, gdy uczennice opuszczały salę. 

Też dobrze - pomyślała Anna. Bieganie polubiła podczas uciekania ze szkoły. Teraz biegała codziennie rano - to pomagało jej odnaleźć wenę twórczą. Nawet, gdy biegła drugi raz w to samo miejsce, widziała w nim coś całkiem innego. Tak, jakby spojrzeć na obraz normalnie, a potem do góry nogami. To zupełnie zmienia postać rzeczy. 

Po lekcji Anna ubrała się i wyszła ze szkoły, jakby nic się nie stało. Wróciła wtedy do domu. Przez cały tydzień nie wróciła do bramy. Ciągle szukała powodu, by tam nie iść.  Jednak jej wewnętrzna osobowość krzyczała do niej. W głowie echem odbijały się powody, dla których warto pójść. 

cdn. 

3 komentarze: