14 lutego 2016

Małe sukcesy


Każdy z nas ma wielkie cele. I wielu z nas ciężko się do niego dąży. A dlaczego tak się dzieje? Otóż ludzie chcę widzieć osiągnięty cel jak najszybciej. Nie zadowalają się błahostkami. Nie chcą widzieć drogi do celu, tylko sam wynik działań. Najlepiej pozytywny. A gdy długo nie przychodzi, zniechęcają się i pozostawiają marzenia niespełnione. 
Dziś jeden z wielu wpisów na tym blogu, który ma służyć motywacji. Nie motywuję tylko was, ale także siebie. Szukam kolejnych metod, by łatwiej się żyło, osiągało cele. Ale wiecie co? To wcale nie jest takie łatwe, bo każdego dnia znajduje się ktoś, kto bardzo chce zniechęcić do wszystkiego. A ja (nie tylko, jak sądzę) to chłonę i co jakiś czas sama nie widzę sensu w moich działaniach. No bo przecież i tak się nie uda... 

Dlatego więc co jakiś czas pojawia się tu kilka słów otuchy, pociechy i motywacji. Dziś pokarzę wam kolejny sposób na większą chęć osiągania celów... małymi krokami

Na początek zawsze planujemy wielki cel. Dla niektórych to będzie biegłe posługiwanie się językiem obcym, dla innego zaś stanie na głowie. Każdy z nas jest inny i każdy z nas ma inne potrzeby i przez to cele. Dlatego ja nikogo nie potępiam za jego pragnienia. Wiem, że moje także mogą się wydawać (i niestety słyszę na co dzień, że wydają się) dziwne i bezpodstawne. Czytaliście moje cele na przyszły czas. Dlatego wezmę jako przykład całkiem inny cel, który w ostatnie dni mi przyświeca. 

Przykład: nauka gotowania. 

Chciałabym umieć gotować jak ci w Master Chefie. Albo jak moja mama. Chciałabym, żeby pojawiał się moje dzieła z trudnych przepisów. Ładnie ułożone. Dobrze doprawione. Nietypowe. 

Droga 1.

Zaczynam gotować. Robię to byle jak, bo nie umiem. Ciągle się denerwuję. Widzę, że nic nie wychodzi tak, jakbym tego chciała. Mimo tego próbuję jeszcze kilka razy. A co tam! Rzucę się na głęboką wodę. Przepis z kosmosu. Nie mogę znaleźć połowy składników. Widzę, że to nie ma sensu. Zniechęcam się. I tyle byłoby z mojego celu. 

Jak widać, towarzyszą mi uczucia negatywne, przez które szybko odpuszczam.
Ale przecież można to zrobić całkiem inaczej!

Droga 2.

Zaczynam gotować. Robię to bardzo nieporadnie. Zaczynam jednak od bardzo prostych przepisów. Omlet, naleśniki. Gdy widzę, że mi to wychodzi, nagradzam się za to. Szukam kolejnych przepisów. Ćwiczę. Próbuję. Umiem już na pamięć zrobić kilka prostych rzeczy. Biorę się więc za trudniejsze. Robię leczo od podstaw. Bez żadnych gotowych składników. Doprawiam bardzo długo. W końcu smakuje jak trzeba. Znów się nagradzam. Wiem, że to jeszcze nie takie umiejętności, jakie chcę nabyć. Ale jest lepiej! Powoli, małymi krokami idę do celu. Szukam coraz trudniejszych rzeczy. Wymyślam sama przepisy. Czasem coś nie wyjdzie, ale nie spisuję się na straty. Powtarzam sobie, że cel jest coraz bliżej. 

Towarzyszą mi pozytywne emocje, dzięki którym chcę działać i próbować. 


Mam dla was kilka rad, które warto zastosować, by łatwiej dążyć do celu. By łatwiej było zdobyć cel i spełnić marzenia. 

  1. Zaplanuj wielki cel - tak. Wielki. Szukaj swoich najskrytszych marzeń. Chcesz nauczyć się baletu? Proszę bardzo. W tym etapie puść wodze wyobraźni. Zapisz sobie wszystko na kartce. 
  2. Teraz zanalizuj swoje cele, które wypisałeś na kartce. Zadawaj sobie pytania: Czy to mój cel? Czy chcę to osiągnąć, bo ktoś tego ode mnie oczekuje? Jakie emocje towarzyszą mi, gdy widzę zrealizowany cel? Zostaw tylko te, które są naprawdę TWOJE i PROSTO Z SERCA.
  3. Wybierz jeden z tych wszystkich. Na inne przyjdzie czas. Nie denerwuj się. 
  4. Zacznij zapisywać, jak możesz do niego dojść. Zapisać się na zajęcia? Ćwiczyć w domu? Dwa razy w tygodniu? Codziennie? Kilka razy dziennie? Co do tego potrzebujesz? Zrób sobie plan, np. na tydzień (ja robię miesięczne) i ustal, kiedy i ile czasu poświęcisz na dany cel. Zapisz wszystko.
  5. Już masz podstawy do rozpoczęcia działań. Niby można zacząć od razu, ale pamiętajmy, że ludzie potrafią mieć słomiany zapał. Teraz przyszedł czas na realizację celu. Myślę, że śmiało możesz rozpocząć działania. 
  6. Ale możesz także podzielić wszystko na mniejsze części. Np. Ćwiczenie. Raz w tygodniu na początek. Gdy przez jakiś czas ci się uda to... (w następnym punkcie). Potem dwa razy w tygodniu. Aż dojdziesz do tego, co chcesz osiągnąć. Nie możesz brać na siebie zbyt wiele na początku, bo nie podołasz i zniechęcisz się bardzo szybko. 
  7. Nagradzaj się. To bardzo ważne, ponieważ dzięki temu widzisz, że zbliżasz się do celu oraz że warto to robić. Dla mnie mała nagroda oznacza już część sukcesu, a nagradzając się, ławiej dojść do tego wielkiego celu, którego realizacja będzie nagrodą samą w sobie. 



POWODZENIA!

8 komentarzy:

  1. Dopiero co odkryłam Twojego bloga dzięki zszywce, ale na pewno zostanę na dłużej. Świetny blog, trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wybrałaś idealny cel dla mnie tak hipotetycznie,a le zdałoby mi się hnauczyć gotowaćahaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj przydałoby się i mi. Jak mi się uda coś upichcić to wrzucę przepis :) na pewno będą to proste rzeczy :)

      Usuń
  3. Przypomina mi się moje gotowanie. Trochę rzucam się na głęboką wodę, ale porażki mnie nie zniechęcają. Gorzej z innymi celami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się podoba ten tekst:) Masz bardzo dojrzałe podejście, mimo Twojego młodego wieku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) życie czasem zmusza, by być dojrzalszym, niż inni :)

      Usuń