12 lutego 2016

Z życia Kota: wizyta u pani D.


Życie Kota jest bardzo trudne. Skazany jestem na wiele wysiłku w ciągu dnia. Ciągle muszę coś robić. A gdy już śpię, przychodzą i mnie budzą. No to ja się odwdzięczam i budzę ich także - w nocy. 



Ogólnie to myślę, że Kot powinien mieć swoje prawa... Nie, nie. Przywileje. Władzę. Tak, Kot ma władzę. Dlatego właśnie staram się robić to co ja chcę. Nie lubię, gdy ludzie karzą mi coś robić. Udaję, że to nie do mnie. Szukam, do kogo mówią. Albo po prostu ich ignoruję. Tak jest najłatwiej. Przecież ileż można słuchać: Ciciuchu chodź do mnie? Ja się pytam ile razy dziennie można tego słuchać?! Przecież jak chcę, to do nich przychodzę. Nawet się łaszę trochę. A oni mi dają jeść i pić. 


Ostatnio ludzie robili jakąś imprezę w domu. Nie dali mi spać. Chodziłem. Prosiłem, a oni nic! Jak żyć? Jak żyć?! Ale moja pańcia zawsze dobrze o mnie mówi. Chwali mnie przy innych ludziach. Mówi, że jestem grzeczny (haha. Niech tylko pójdzie spać.) i kochany. Tylko do cioci-babci się nie przytulam. Robię jej na złość. Ona to lubi. Chyba. 


Kilka dni temu pańcia mnie wzięła do pani Doktor (postrach Kociości). Ale pierwszy raz było nawet fajnie. Posiedziałem na stole. O coś mnie spytała, ale moja pańcia nie dała mi dojść do słowa tylko od razu odpowiadała. Że niby taka wszechwiedząca jest. Ale ją lubię, to raz jej wybaczę. 

Dostała od Pani Doktor jakieś coś. A na drugi dzień kazała mi to zjeść! Wyobrażacie sobie? Ale ja nie chciałem. Co to, to nie. I gdy już myślałem, że wszystko dobrze się skończy, a ona sama sobie to zje, wpadła na (pfe) genialny pomysł, żeby to rozpuścić i dać mi do picia. W czwórkę mnie trzymali, a ja ich taaaak bardzo poplułem. Potem mi było trochę ich żal, bo gdzieniegdzie podrapałem i pogryzłem. Krew się lała. Będą mieli nauczkę. 


I na koniec ostatnia już historia. Wzięła mnie moja pańcia drugi raz do pani Doktor. A jej nie było! Haha. To sobie pochodziłem po gabinecie. Wlazłem gdzie tylko się dało. Nawet po jej biurku chodziłem, a co! Niech ma za swoje i za przemyt jakichś środków do jedzenia. (Fuj!) 

Gdy już myślałem, że sobie pójdziemy, okazało się, że pani D. jednak przyszła. I zrobiła mi zastrzyk. Nawarczałem na nią, ale się nie wystraszyła... Pewnie tylko udawała twardą. 

A potem...

Potem nie pamiętam. 

Obudziłem się w domu i w ogóle nie miałem siły. Jakoś tak mi źle było, to przespałem jeszcze (z krótkimi przerwami) cały dzień. Teraz jest lepiej, ale czuję, że czegoś mi brakuje. Tylko jeszcze nie wiem, czego... 


---------------------------------------------------------------------------------------------

Dla dobra mojego Kotka oddałam go do kastracji. Długo się nad tym zastanawiałam, ale z panią doktor i moją mamą stwierdziłyśmy, że tak będzie lepiej. Kiciuch siedzi ciągle w domu i się męczy. 

Jeśli też się nad tym zastanawiasz, przygotuj się na dzień lub noc pilnowania kota. U mnie była to cała noc. Musiałam chodzić za nim, wycierać podłogę. Pilnować, gdy się przewracał. Pełnię sił odzyskał dopiero dwa dni później. 

Teraz już jest z nim prawie dobrze. Czekamy tylko, aż wszystko mu się wygoi. A on chodzi szczęśliwy, tylko jeszcze nie ma ochoty na zabawę. Choć widzę postęp, bo zaczął zwracać uwagę na zabawki. Więc niedługo znów będzie z niego taki sam wreduch jak wcześniej. 

8 komentarzy:

  1. Świetny pościk :D Usmiałam się!
    Co powiesz na wzajemną obserwacje?

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com odpowiadam na każdą obserwacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak już pisałam nie raz - obserwuję twojego bloga od jakiegoś czasu. :)

      Usuń
  2. haha najsłodziej :3 jeeeeeny, koty są najlepsze, chciałabym miec jakiegos, ale mój chłopak ma alergię :<

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny tekst:) wszystkiego dobrego dla kotełka:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra, rozsądna decyzja. Niech wraca do pełni sił szybko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj wraca szybko :) już zaczął biegać, taranować wszystko. Także jest zdrów :)

      Usuń