4 marca 2016

Organizacja: Planujemy miesiąc


Marzec się już zaczął. A ja zobaczyłam, że udaje mi się łatwo realizować moje cele niskim kosztem. Dlatego chciałabym się z wami podzielić moimi przemyśleniami, sposobami na planowanie miesiąca w taki sposób, by odpowiadał nam i by dało się wszystko zrobić w odpowiednim czasie. 



Na początek przyklejam kartę w kratkę na białą kartkę tak, by do góry zostało trochę miejsca. Tam wpisuję miesiąc. Potem robię sobie tabelkę z podziałem na "co do zrobienia" oraz dni. W jednej tabelce (pionowej) piszę zwykłe codzienne czynności, jak np. krem do rąk, śniadanie. W drugiej zaś te bardziej wymagające rozplanowania. Są to np. słówka z angielskiego, czytanie. Ale także "zabiegi" kosmetyczne, których nie powtarza się co dzień, np. peeling, olejowanie włosów. Dzięki temu dokładnie wiem, co kiedy mam zrobić. Nie muszę się zastanawiać, kiedy ostatni raz uczyłam się biologii, bo mam do dokładnie zapisane. W miejscach, w których danej rzeczy nie muszę robić - są czarne kropki (zdjęcie poniżej). 


A w jaki sposób planuję, co kiedy zrobię? Na początek ustalam sobie, ile razy w miesiącu chcę daną rzecz zrobić. Jeśli byłoby to 15 razy - co dwa dni. Itd. Zaczynam sobie stawiać kropki. Np. z biologią zrobiłam tak: tak nie tak tak nie tak nie tak tak nie.... itd. Nie ustalam sobie konkretnych dni tygodnia, ponieważ aż takiej rutyny nie lubię. 


Ważniejsze rzeczy zapisuję sobie w kalendarzu jak widać na powyższym zdjęciu. Do tego staram się go ozdabiać i powoi wprowadzam elementy scrapbookingu. Średnio mi to idzie, ale ćwiczyć trzeba - wtedy można wiele osiągnąć. Sam egzamin nie jest fajny. Ale jak się go ładnie zapisze, to aż chce się na niego jechać. Ha ha. A właśnie - od poniedziałku wracam do szkoły. Będzie urwanie głowy. 


Z mojego zeszytu celów wybieram te, które chcę zrealizować w marcu. Z każdej kategorii staram się wybrać po jednym (lub więcej). Nie biorę także na siebie zbyt wiele. To, co zrealizuję - od razu wykreślam. Miło jest widzieć, co udało się zrobić. I tu od razu mówię, żeby nie brać na siebie zbyt dużej odpowiedzialności za wszystko. I nie brać na siebie celów z góry niemożliwych do spełnienia. Np. Zrobię w tym miesiącu szpagat, a dopiero co zaczęłam się rozciągać. Takie cele lepiej podzielić na mniejsze części. Np. Zacznę się rozciągać do szpagatu. Od razu brzmi to lepiej, prawda? 

Mi udało się już zrealizować:
  • zacznę ćwiczyć gimnastykę artystyczną
  • na blogu pojawią się ładniejsze zdjęcia
  • będę dawcą szpiku (właśnie wysłałam moje wymazy)
  • przerobię część garderoby
Naprawdę miło jest widzieć takie zrealizowane cele. 



Wypisuję też, jakie kosmetyki chciałabym zużyć. Wtedy widzę, jakich używać w pierwszej kolejności. Mam nadzieję, że marcowe denko będzie o wiele większe niż wszystkie poprzednie. 


W kwestii żywienia było troszkę inaczej. Najpierw wypisałam sobie wszystkie nawyki, które chciałabym wprowadzić. Podzieliłam je parami, by nie wprowadzać wszystkiego na raz. Już raz próbowałam i wyszło gorzej, niż było wcześniej. Postanowiłam wprowadzać nawyki co osiem dni. Mam nadzieję, że uda mi się wszystkie 8 wprowadzić na stałe do mojego życia. Dwa (z lutego) już się mnie mocno trzymają

Oczywiście nie robię sobie rygoru. Pierwsze było: ograniczyć cukier i słodycze. Nie odstawiłam ich od razu całkowicie. W tym tygodniu słodziłam herbatę 2 łyżeczki, a w przyszłym już 1,5. Potem coraz mniej. Do innych produktów także staram się dodawać mniej cukru - stopniowo. A ze słodyczami: w tym tygodniu pozwoliłam sobie na 5 porcji słodyczy, w przyszłym 4 itd. 

Mam wielką nadzieję, że uda mi się to, bo jak na razie wchłonęłam w dwa dni 5 porcji słodyczy. Ale staram się :)


Sport tym razem w czterech kategoriach. Zmieniłam moją monotonię. Na początek JOGA. Zrobiłam sobie kółeczka do wykreślania w każdy dzień (widzę, ile razy ćwiczyłam). Metodę tą zastosowałam w każdej dziedzinie sportu. 

Narysowałam sobie wszystkie asany, które chciałabym się nauczyć w tym miesiącu. Każdą powtarzam przez trzy dni (minimum), a gdy widzę, że dalej mi nie wychodzi - próbuję kolejne trzy dni. 

Zapisałam sobie także zasady, które mnie obowiązują w tym sporcie. Minimum 6 asan na dzień. Po trzy powtórzenia. Itd. 


W rozciąganiu zastosowałam także czas i ilość powtórzeń. A także zapisuję swoje postępy w postaci różnych odległości: ile brakuje mi do szpagatu, do ziemi w staniu z nogami prostymi itp. Dzięki temu widzę, czy to, co robię, przynosi zamierzone efekty


W ćwiczeniach zapisałam sobie kategorie: pupa, nogi, brzuch, ręce. I każdą z tych partii ćwiczę dwa razy w tygodniu. Dodatkowo, każdą trzeci raz mogę (chcę minimum 3 takie dodatkowe treningi). 

Zapisałam sobie, jakie ćwiczenia będę wykonywać. Ilość powtórzeń rośnie wraz z tygodniami. Zaczęłam od bardzo lekkich treningów, a skończę na trochę bardziej wymagających. 


W gimnastyce artystycznej zapisałam sobie, co chciałabym się nauczyć. Ciężka droga przede mną, ale nie poddaję się. W końcu marzenia się nie spełniają. Marzenia się SPEŁNIA!!!


A wy jak planujecie?

6 komentarzy:

  1. Łooo matko szczerze Podziwiam, ja nie planuję nic poza wizytami w szpitalu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja lubie mieć wszystko zaplanowane :)

      Usuń
    2. I to się chwali, podziwiam takie osoby bo ja sama trochę roztrzepana jestem no ale jak już sobie coś zaplanuję to nie ma zmiłuj :)

      Usuń
  2. świetnie zorganizowałaś sobie wszystkie czynności :) U mnie takie planowanie zawsze kończy się tak samo, czyli miesiąc będę wpisywała i trzymała się planu, a później ląduje to do śmieci :D

    OdpowiedzUsuń