19 kwietnia 2016

Moje sposoby nauki


 Dobra. Rok szkolny się kończy. Ale zostały dwa miesiące i o ile ten wpis może się nie przydać osobom inteligentnym (choć liczę, że do waszego życia też coś wniosę) to może przyda się tym, którzy na gwałt potrzebują dobrych ocen. Mam nadzieję, że komuś pomogę. 


Język niemiecki (zastosowanie także przy angielskim, który bardzo lubię)

Zacznę od tego, że nigdy tego języka nie lubiłam i nie chciałam się tego uczyć. Jednak jakoś tak się stało, że odrobinę zmieniłam zdanie i teraz z przyjemnością się go uczę. W sumie nie mam wyjścia, bo mam go na poziomie rozszerzonym. 

Słówka

Uczę się ich w taki sposób, że robię sobie tabelę. Niemiecki. Polski. Powtórzenia. Na kolorowo zaznaczam rodzajniki, przyimki itp. wszystkie der, die, das, auf, im, in itp. Dzięki temu pamiętam, że coś kolorowego tam było. Słówka powtarzam przez trzy dni. Każdego dnia po trzy razy. Jeśli 9 kratek zaznaczyłam na tak - słówko nauczone. Jeśli nie - powtarzam proces do skutku. 

Teoria

Tu zapisuję sobie wszystko, co mam się nauczyć. Używam kolorów, schematów, rysunków. CO najważniejsze - piszę sobie przykłady. Jeśli mam się nauczyć zdań z weil pisze sobie schemat, a następnie kilka przykładów, żeby zapamiętać. 


Geografia

Ten przedmiot także mam na poziomie rozszerzonym. Do niego nie pałam aż taką nienawiścią, ale do najprostszych nie należy. Jest bardzo dużo do zapamiętania. Dlatego w tym przypadku robię sobie notatki z obrazkami, schematami, kolorami, znakami itp. Skrócone jak najbardziej się da. Wizualnie mi się podobają, przez co się szybciej ich uczę. 

Polski

Tu nie ma dużego pola do popisu. W tym roku zero gramatyki czy czegokolwiek podobnego. Za to dużo czytamy. I są oczywiści osoby, które potem na sprawdzianie nie radzą sobie. A dlaczego? Bo nie czytają lektur. Wiem, że te książki są ciężkie i trudno cokolwiek z nich zapamiętać, ale trzeba przeczytać. Wtedy przy omawianiu wszystko układa się w całość. Do tego słucham na lekcjach. I nic więcej nie robię, a oceny mam najwyższe. 

Historia/Historia i społeczeństwo

O jak ja tych przedmiotów nie lubię! Nienawidzę! Sama historia jest bardzo interesująca, ale nie u nas na lekcjach. My tylko odrabiamy zadania domowe z tematu, którego nauczycielka jeszcze nie omówiła. Dno totalne. Dlatego trzeba się uczyć bardzo dużo, bo ona sama nic nie omówi, a wymaga. Robię notatki z lekcji, z której wiem, że będzie sprawdzian lub kartkówka. Kuję na pamięć,b o inaczej się nie da. 

Pracownia informatyczno - handlowa

Na początku stosowałam metodę jak w geografii, ale z czasem teoria się skończyła i teraz robimy tylko zadania praktyczne. Więc do nauki nie mam nic, bo przy takim ogromie zadań, które robimy, nie da się nie nauczyć. 

Towaroznawstwo

Ten przedmiot uważam za nudny i nie widzę większego sensu w nauce go. Dlatego, gdy już muszę, czytam notatki z zeszytu i nasz beznadziejny podręcznik. To, czego nie ma w zeszycie - dopisuję z książki. Czytam to tyle razy, żeby zapamiętać, ale nie uczę się kując na pamięć, bo większość zagadnień jest jednak bardzo prosta i można brać przykłady z codzienności. 


Podstawy przedsiębiorczości

Interesujący przedmiot, na którym uważnie słucham na lekcjach. W domu rozwijam sobie punkty, które zapisujemy w zeszycie i takim cudem mam z czego się uczyć. Pamiętam tylko, żeby jak najbardziej skracać notatki, wyjaśniać słowa, których nie rozumiem i myśleć nad tym, czego się uczę. Są to przydatne w życiu rzeczy, więc trzeba trochę czasu poświęcić. Nie uczę się na pamięć formułek z książki, ale piszę je swoimi słowami, przez co o wiele łatwiej mi się zapamiętuje. 

Księgowość

Przedmiot gdzie teoria przeplata się z praktyką. Na początku rysowałam sobie kolorowe schematy z aktywami trwałymi, obrotowymi itp. Powtarzam je do tej pory, więc doskonale się utrwaliły. Z zadaniami nie jest już tak łatwo, bo często można się pomylić. Dlatego zawsze czytam sobie polecenie, potem dopiero je robię. Rozważam różne opcje i wybieram najlepszą. Najlepszą metodą nauki tutaj jest robienie zadań do skutku, bo z samej teorii nie ad się zrobić nic. 

Ekonomika handlu

Tutaj mamy bardzo pod górkę. Naszej nauczycielki nie ma, więc mamy od grudnia zastępstwa. Z czterema różnymi nauczycielami. Każdy z nich wymaga czego innego. Szczególnie ciężko się połapać, gdy wszyscy na raz zapowiedzą sprawdzian. Dlatego trzeba dokładnie notować wszystko, albo nawet jeszcze więcej. W domu przepisuję to do mojego zeszytu i powtarzam tak długo, aż nie będę pewna, że u każdego z tych nauczycieli zaliczyłabym dany temat. 


Matematyka

Z nią nigdy nie miałam problemów. Definicję zapamiętuję na podstawie wzorów. Wzory zapamiętuję przez robienie zadań. Gdy na lekcji robimy dwa przykłady z zadania, ja całą resztę także robię, przez co wszystko mi się utrwala. Do tego sama staram się opanować zakres rozszerzony, więc nie jest łatwo. W domu pisze sobie notatki do tematów - definicje, wzory, przykłady. Następnie robię zadania. I myślę przy tym logicznie, bo matematyka to przedmiot logiczny. 

Marketing

To dla mnie najprostszy przedmiot. Wiele zapamiętuję z lekcji, a to, czego nie pamiętam - powtarzam. W dziwny sposób. Robiąc głupie przykłady. Oto jeden z nich: 

Klasyfikacja produktu:
a) kryterium korzystania przez ostatecznego nabywcę
- konsumpcyjne (arszenik dla siebie)
- przemysłowe (arszenik do przerobu na ciastka dla innych)
b) korzyści z użytkowania
- usługi (daję komuś arszenik)
- trwałe (arszenik starcza na lata)
- nietrwałe (arszenik wykorzystam od razu dla nauczycielki do his'u buahaha). 

Także tego, rozumiecie. 

A wy jak się uczycie/uczyliście? 

6 komentarzy:

  1. W kwestii lektur to muszę przyznać, że czytam wybiórczo tzn. tylko te interesujące, ale spokojnie da się w miarę "obejść system" co prawda nie chodzi mi o to by kogoś oszukiwać, po prostu sama dla siebie chce wiedzieć o treści jak najwięcej, bo przyda mi się to do matury. Czytam zawsze bardzo szczegółowe straszenie, robię sobie notatki z nich + 100% uwagi skupiam na lekcji i naprawdę wiem o książce tyle ile bym wiedziała czytając ;)
    A zakreślanie rodzajników na niemiecki to zdecydowania dobre wyjście, mam swoje "stałe" kolory zielony to der, różowy die, a pomarańczowy das i wzrokowo idzie o wiele szybciej takie zapamiętywanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś też używałam określonnych kolorów :) chyba muszę do tego wrócić :)

      Usuń
  2. uwielbiam Twoje notatki! są takie pięękne < 33 serio :D podobnie uczyłam się większości przedmiotów :D ale i tak podziwiam za wkład pracy w niemeicki :D mi by się nie chciało, wielki szacun :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ze mnie już babcia - chociaz wciąż się młodo czuję, ale dalej uczę się nowycjh rzeczy i sposobów na naukę muszę szukać :) bo już nie wchodzi tak, jak kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń