12 kwietnia 2016

Razem wprowadzajmy nawyki żywieniowe: ograniczenie chemii i cukru


W marcu chciałam osiągnąć wiele w kwestii zdrowia, ale wyszło jak wyszło. Dlatego w kwietniu zaparła się z całych sił, stworzyłam plan, grafik i kurczowo trzymam się mojej karki z listą nawyków do wprowadzenia. Skrupulatnie je wprowadzam. Staram się. Chcę tego. (Chcę tez przytyć, ale w sumie... nie ważne). Więc postanowiłam pisać o moich nawykach, bo być może kogoś zainspiruję do zmian lub ktoś udzieli raz mnie. Na koniec mam do was małe pytanie.
Ograniczenie chemii

O ile w dzisiejszych czasach jedzenie nie jest zdrowe. Jest tylko bezpieczne (cytat: pani od towaroznawstwa i chemii). O tyle można w jakiś sposób tę chemię ograniczyć i spożywać te najlepsze, z najgorszych, produkty. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to proste, a dla osoby, która robi to na siłę - nie jest także przyjemne. I do tego niektórych może być na to nie stać. Tak słyszałam, ale czy to prawda? 

W pewnej kwestii się zgodzę - jeśli ktoś nie chce zmian, zapiera się nogami i rękami o ściany, byle by tylko nikt nie wpoił mu zdrowych nawyków - nie jest to przyjemne. I nie jest także przyjemne, gdy chcemy coś zrobić za szybko.Zlikwidować problem od razu, a nie stopniowo. Bo i po co? Pamiętajcie, że im szybciej chcecie coś osiągnąć, tym gorzej. Organizm sobie z tym nie poradzi. Ja już dawno porzuciłam myśl o tym, by wprowadzać wszystko na raz. Lepsze są powolne zmiany, niż rzucenie wszystkiego po tygodniu - bo za dużo, a przecież co za dużo to nie zdrowo. 

Wiele nawyków czeka na mnie. Chcę wiele w swoim żywieniu zmienić. Ostatnio wprowadziłam piąty i szósty nawyk. Powoli. 

A dziś o tych pierwszych. Może w końcu napiszę o tym, o czym zamierzałam. Czyli o ograniczeniu chemii

Co postanowiłam wyeliminować niemal całkowicie z mojej diety? 
Mocno przetworzone produkty, czyli te wszystkie pulpety w słoikach, które potrafiły stać rok w lodówce i nic im się nie działo. Parówki, w których nie stwierdzono mięsa. Jem tylko jeden rodzaj i w nich jest prawdziwe mięso. I nie są tak przetworzone. Wszelkie tanie szynki, w których woda stanowi więcej niż mięso, które gwoli ścisłości oddzielane jest mechanicznie (policzki, chrząstki itp. rzeczy, których nikt przy zdrowych zmysłach by nie zjadł). Do tego dania gotowe, które wystarczy tylko odgrzać, typu pizze mrożone, najtańsze, kotlety (kiedyś trafiłam na takiego, że teraz już tego nie tknę w ogóle). I parę innych rzeczy, które wychodzą w praniu. 

Jak sobie z tym radzę?
Zacznijmy od tego, że na 11 dni, tylko dwa razy nie dałam rady. Dla mnie jest to świetny efekt. Raz zjadłam parówki i raz pizzę odgrzewaną. Bo takiej prawdziwej, domowej nie liczę. 
Jest to jeden z niewielu nawyków, który wprowadziłam bardzo restrykcyjnie. Czyli koniec i już. Ale nie zrażam się, gdy mi się nie uda. Następny dzień - będzie lepiej. 


Ograniczenie cukru

Tutaj muszę zaznaczyć jedna kwestię, która dla was może okazać się niezrozumiała, więc zaraz wam wyjaśnię. Ta kategoria nie obejmuje słodyczy. A dlaczego? Dlatego, ze to jest osobny nawyk do wprowadzenia, o którym będzie już niedługo. Staram się na razie wyeliminować sam biały cukier, który stoi na blacie w kuchni w ładnej cukierniczce i aż sam się prosi o używanie go...

Tym razem jednak będzie trochę inaczej. 

Doskonale wiem, że nie dałabym rady zrezygnować z cukru od razu. Że koniec. I tyle. No bo nie potrafię sobie powiedzieć NIE, w tej kwestii oczywiście. Dlatego właśnie tu wprowadziłam ograniczanie. Czyli stopniowe przyzwyczajanie się do nawyku. 

Mój plan wygląda w ten sposób:
tydzień pierwszy: słodzenie dwie łyżeczki. Tyczy się to herbaty, makaronu z mlekiem i wszelkich innych potraw, w których ów składnik występuje. 
tydzień drugi: półtorej łyżeczki. Własnie tu jestem, do czternastego kwietnia. I powiem wam, że radzę sobie dobrze, bo używam tyle cukru i ani troszkę więcej. Nie odczuwam też aż takiej różnicy. 
tydzień trzeci: łyżeczka
tydzień zwarty: słodzenie miodem. A że miodu nas pod dostatkiem, to można. A co! I herbata jest wtedy zdrowsza :)


Zrobił się z tego postu niezły tasiemiec, ale warto było. Mam nadzieję, że was zainteresowałam. 

A teraz pytanie do was. 

Myślałam o tym, żeby zacząć nagrywać filmiki z różnymi przemyśleniami itp. ale mam bardzo denerwujący głos. I teraz nie wiem, czy próbować, czy nie. A jak wy sądzicie? Będę wdzięczna za wszelkie rady, pomysły, opinie :) 




2 komentarze:

  1. Ja również sięstaram ograniczać i całkiem mi to wychodzi, czasem w wekend trochę sobie pozwolę ;)
    Mogę prosić o kliknięcie w linki w ostatnim poście? Bardzo mi pomożesz ;) Buziaki ;)

    OdpowiedzUsuń