1 maja 2016

Przegląd kosmetyków do makijażu oczu


Ostatnio pisałam wam o moich kosmetykach do makijażu twarzy, a dziś przyszła kolej na kosmetyki do makijażu oczu. Jest to trochę związane z promocjami w Rossmannie, bo uzupełniam moje zachcianki i braki, dlatego mogę wam teraz wszystko dokładnie opisać. Zastanawiam się także nad wrzuceniem jakiegoś tutorialu makijażowego, ale nie wiem jeszcze, co by z tego wyszło. Pokażę wam dziś moje kredki, eyelinery, tusze oraz cienie. 



Cienie:
  1. Lovely nude make up kit
  2. Lovely classic nude make up kit
  3. May to be brązy
  4. May to be zieleń
  5. The One Kremowy cień srebrny
  6. Manhattan niebieskie cienie



Cienie May to be - o nich napiszę razem, bo są bardzo podobne w użytkowaniu. Jak widać kolory są mocno napigmentowane. Widać nawet najjaśniejsze kolory. Z brązów najgorzej zachowuje się ciemny, bo przy blendowaniu strasznie traci na intensywności. Wszystkimi jednak da się zrobić i lekki i mocny makijaż. Są one bardzo tanie (około 10 zł za paletkę), więc nie ma co od nich zbyt wiele wymagać. 


Manhattan - Dwa niebieskie cienie, które odrobinę różnią się odcieniem. Dostałam je, więc nie znam ceny i nie bardzo skusiłabym się na nie sama. Są słabo napigmentowane, co widać. Osypują się i tracą kolor przy blendowaniu. Do tego okropnie się błyszczą - myślę, że nawet z czasem coraz bardziej. 

The ONE - kremowy cień, który wygrałam, więc miałam okazję przetestować. Na początku byłam do niego źle nastawiona, ale trochę zmieniłam zdanie. Bardzo łatwo się nakłada, ma intensywny kolor, ładnie się błyszczy i nie osypuje. Przy blendowaniu da się nim trochę pomanipulować i można uzyskać ładny efekt. Niestety, mam tylko jeden taki cień, więc nie wiem, jak działa z resztą. 


Lovely classic nude make up kit - moja pierwsza paletka, która już jest nieźle zmasakrowana, co widać. Zużycie cieni jest już duże, ale używam jej długo dzień w dzień. Zawiera błyszczące i matowe cienie. Matowe są tu świetnie napigmentowane, a błyszczące trochę mniej. Ładnie się blendują. Nie osypują się za bardzo. Maluję się nimi na co dzień, na imprezy, na 18-stkę i na każdą inną okazję. I pasują. Kosztowała poniżej 10 zł na promocji w Rossmannie. 


Lovely nude make up kit - tutaj mamy odwrotność do tamtej paletki. Matowe cienie ledwo ledwo widać. Za to błyszczące są nieziemsko napigmentowane. Jeszcze się nią za bardzo nie bawiłam, ale jutro będę jej używać do makijażu na imprezę. Myślę, że w tej kwestii się świetnie sprawdzi. Szkoda tylko tych matowych cieni, ale może z czasem będzie się lepiej ich używać. Cena jak poprzednia. 


No to kredki... Kupiłam tylko 4, 6 i 7. 

Essence zielona i fioletowa - kredki różnią się tylko odcieniem, dlatego opiszę je razem. Są wykręcane, dość cienkie. Da się nimi coś tam namalować, ale nie lubię kredek do oczu. Trzymają się cały dzień, mają wyraźny kolor (fioletowa trochę mniej), ale lubią się odbijać na powiece. 

Art deco zielona - kolejna zielona kredka. Ta ma bardziej metaliczne wykończenie. Jest miękka, trzeba ją temperować. Trzyma się ładnie, jest cieńsza niż poprzedniczki. Za to mniej wyraźna i trzeba się nią trochę pobawić. 

Wibo granatowa - ładnie napigmentowana kredka, którą trzeba temperować. Jest bardzo miękka. Czasem aż za miękka. Lekko się nią rysuje. Jedyny problem to fakt, że niesamowicie.... odbija się na powiece. To ja dyskryminuje w użyciu pojedynczo. 

Frank Oliver czarna - kolor ma mało intensywny, niby jest wodoodporna, ale tego nie sprawdzałam, chyba (nie pamiętam). Jest dość miękka, ale twardsza od wszystkich poprzednich. Nie umiem nią namalować cienkich kresek. Trzeba temperować. 

Oriflame brązowo-złota - podwójna kredka to dla mnie dobre rozwiązanie. Obie strony są ładne kolorystycznie, ale trzeba się troszkę nabawić, żeby namalować wyraźne kreski. Gdy jest ciepło, tak naprawdę ciepło, to bardzo łatwo się nią rysuje. Trzeba temperować. Nie odbija się, nie rozmazuje. 

Lovely grafitowa - bardzo długa kredka, którą trzeba temperować. Jest chyba najbardziej miękka ze wszystkich, które mam. Kolor jest dobry, ale nie świetny. Łatwo się nią maluje i łatwo się łamie. Odbija się na powiece. 

The ONE czarna - kredka, która jest wysuwana i bardzo czarna. Łatwo się nią rysuje, jest miękka. Nie rozmazuje się i nie odbija. Jest bardzo trwała. 



Wibo czarne eyeiner - kupiłam go za około 4 zł w Rossmannie i zakochałam się od pierwszego użycia. Jest bardzo czarny, średnio gęsty, ma wygodny pędzelek. Nie robi smug, da się nim namalować precyzyjne kreski i jaskółki. 

Oriflame Very me - błyszczący czarny eyeliner. Nie robi smug, ma pędzelek idealny. Świetnie rysuje się nim jaskółki cienkie, oraz grube kreski. Jedyne, co nie zawsze pasuje, to fakt, że jest błyszczący. 

Lovely - szybkoschnący eyeliner. Jest bardzo rzadki. Robi czasem smugi. Nie schnie wcale tak szybko. Ma wygodny pędzelek. Da się nim namalować chyba nawet bardziej precyzyjne jaskółki niż Wibo. 



Rimmel Scandal Eyes - pisałam o nich w porażkach kosmetycznych, ale dałam mu jeszcze szansę. Już tak nie skleja rzęs, ale dalej ciężko się nim maluje. Nie przypadł mi do gustu. Nie wydłuża. 

Maybeline lash sensational - tusz, który tak sobie upatrzyłam, ale normalnie jest dla mnie za drogi. Kupiłam go więc na promocji i polubiłam. Nie nabiera dużo tuszu, nie osypuje się. Rozdziela rzęsy, wydłuża, pogrubia. Nie wiem, jak z podkręceniem, bo mam naturalnie podkręcone rzęsy. 


Macie których z nich? Co o nich sądzicie? 

10 komentarzy:

  1. Ja muszę upolować jakąś trwałą i czarną kredkę, którą polecasz ?:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubie eyeiner z wibo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja muszę teraz rozejrzeć się za jakimś fajnym tuszem do rzęs :)
    mój blog, hooneyyy

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię te wykręcane kredki do oczu Essence, choć sama zawsze kupuję czarną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jakoś ostatnio w ogóle nie używam kredek ;)

      Usuń
  5. sporo ms ztych kosmetyków i prawie nic nam się nie dubluje ;< żałuję, że nie skusiłam się na te paletki z Wibo jednak ;<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie paletki cieni co dzień są w użyciu :)

      Usuń