5 lipca 2016

Projekt Kosmetyczny cz. 1.



Ilość moich kosmetyków stale się powiększa. Pielęgnacyjne mam w dwóch miejscach a do makijażu trzymam na komodzie - by były łatwo dostępne. I tak sobie przekładam to wszystko z kąta w kąt. Ostatnio doszłam do wniosku - skoro muszę wszystko ciągle przekładać, to może jest tego zbyt dużo? Stąd wziął się właśnie pomysł Projektu Kosmetycznego. 


Na początek...

Co robię nie tak? Ciągle kupuję kolejne. Bo ładne. Bo promocja. Bo dobre. Bo nowe. Bo tak. O.. Rossmann... Także tego - kupuję zbyt wiele. Czasem nie myślę, czy coś mi się przyda. Oczywiście nie mam 30 rozświetlaczy, jak niektóre dziewczyny (nie osądzam, to tylko porównanie :)) Ale na moje potrzeby kosmetyków mam po prostu za dużo i tyle. 
Do tego ostatnio robiłam w taki sposób, że otwierałam wszystko, co popadnie. Używałam chwilę. I zmieniałam. Nie denkowałam kosmetyków za bardzo, o czym wiecie. Ale teraz się to wszystko zmieni. 

W końcu ilość kosmetyków mnie dobiła. Ale co z tego, skoro w koszyku z Oriflame czekały już kolejne? To był mój pierwszy krok - usunęłam prawie wszystko, co miałam zaplanowane kupić. Został tylko krem do twarzy (bo jednego mam na jakieś 5 użyć jeszcze, a drugiego połowę - tak, to są wymówki. No ale dobra, kosztował mnie niecałe 9 zł zamiast 33. A krem zużyję. Ech. Już muszę skończyć z wymówkami) oraz olejek do włosów - nie mam żadnego, a ten starczy mi na jedno użycie. 

No więc. Postanowiłam przestać kupować. Czy całkiem? NIE. I tyle by było z postanowienia - powiecie sobie w głowie. Ale to nie tak. I tym razem to nie wymówka. Kupować będę tylko to, co mi się skończyło, mam sprawdzone (ciągle tego używam i wiem, że zużyję kolejne opakowanie) i jest akurat na dużej promocji, gdy produkt jest całkiem nowy, nigdy go nie miałam i po długim (minimum tygodniowym) przemyśleniu stwierdzę, że naprawdę mi się przyda

Myślę, że te zasady są odpowiednie. Bo gdybym miała całkiem przestać kupować, przestałabym się w końcu myć. A tego nie chcemy. Dlatego to moje minimum i tak kupię, ale będą to dobrze zainwestowane pieniądze

Do tego. Będę denkować kosmetyki. Czyli... używam jednego podkładu, jednej odżywki, jednego kremu itd. Wiecie o co chodzi. Nie otwieram moich zapasów, aż nie zużyję do końca danego odpowiednika, który jest już zaczęty. 

Co chciałabym zrobić? Chciałabym bardzo wydenkować wszystkie kosmetyki, ale wiadomo - to niemożliwe. Np. Rozświetlaczy starczy mi do końca życia - mam dwa, w tym jeden duży. No więc właśnie. Dlatego muszę dostosować moje plany do realiów. Zużyję zapasy kosmetyków pielęgnacyjnych oraz te kosmetyki kolorowe, których zużycie jest możliwe - eyeliner, kredki, tusze, pudry do twarzy zwykłe, podkłady. 
Dodatkowo chcę doprowadzić do stanu, w którym nie będę miała zapasów. Zużyję wszystko, co mam w szafce. I nie dokupię kolejnych zapasów do czasu, aż kosmetyki danej kategorii mi się skończą lub będę miała na tyle mało w ostatnim opakowaniu, że kupienie będzie "prawie" konieczne. 

Będę wam podsumowywać moje działania. Na razie daję sobie czas do końca sierpnia (wtedy pokaże sprawozdanie), a ogólnie na cały projekt daję sobie rok

Ktoś jest ze mną? Robicie sobie takie wyzwania? 




2 komentarze:

  1. Też miałam kiedyś z tym problem. Kupowałam o mi nowość, bo promocja, bo ktoś polecił mimo, że w łazience leżało kilka podobnych sztuk. Wyleczyłam się z tego. Jak? Samo mi przeszło, zaczęłam po prostu skrupulatnie wykańczać to co mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że mi także się uda ;)

      Usuń