4 października 2016

Czarno-biały Protest


Fala opinii, zdjęć, tekstów w Internecie. Mogłoby się wydawać, że już tego wystarczy. Że dość. Protest już był, wszystko ok, zapomnijmy o tym. Ale się nie da. Chciałabym poruszyć ten temat z mojej perspektywy. Może trochę innej niż te, które już widziałam na kartach Internetu. 


Nie jestem za aborcją. Nigdy nie byłam. Nigdy nie będę. Naprawdę nie wiem, jaki musiałby być powód, by chcieć usunąć dziecko. Według mnie jest to zwykłe morderstwo. I na nie nie ma wytłumaczenia. Czy tak samo chętnie zabijesz listonosza, który wszedł do twojego domu? A no właśnie. 

Owszem, mogłabym zamknąć temat w tych kilku słowach, ale jednak nie zrobię tego. Bo widzę to wszystko troszkę inaczej. 


Jestem za protestem, ale nie dokładnie w każdej kwestii. Nie szukam powodu, by dopuścić legalną aborcję. Nie mam takiej potrzeby. Bo aborcja nie sprawi, że będzie łatwiej. Rodzi ona poważne problemy psychiczne, które mogą być dla kobiety bardzo dotkliwe. 

Dziecko z gwałtu? Rozumiem, że gwałt jest silnym, emocjonalnie negatywnym przeżyciem. Nie tylko emocjonalnie. Fizycznie także. Ale czego jest winne małe dziecko, które jeszcze nie miało szansy się rozwinąć? Skąd pewność, że kobieta jednak tego dziecka nie pokocha? Dobrze, nie byłam nigdy w takiej sytuacji. Tak samo jak i większość z was. Czytałam wiele razy na ten temat, ale wszystko sprowadzało się do: mordowania dziecka, porzucenia na śmietniku, w lesie, gdziekolwiek. Ale, ale. Co z oknami życia? Co z adopcją? Czy naprawdę w Polsce nie ma takich rozwiązań? Naprawdę trzeba wszystko sprowadzać do wyrzucania zwłok na śmietnik? Przykro mi, że piszę o tym tak dobitnie, ale inaczej się nie da. 


Całkiem inną kwestią jest zagrożenie życia matki dziecka. To kwestia moralna. Czy jako matka, kochająca swoje dziecko, mogę je zabić? Czy to nie powinno być tak, że kocham je i dla niego zrobię wszystko? Nie mówię tu o zupełnie skrajnym przypadku jakim jest ciąża pozamaciczna. O tym za chwilę. Ile jest kobiet, które także nie miały szans na przeżycie, a udało im się urodzić dziecko? Hej, równie dobrze można zginąć na stole operacyjnym, gdy będą ratować ci życie. Albo w drodze do sklepu, ulicę dalej. 

Ciąża pozamaciczna budzi we mnie trochę inne emocje. Już sama w sobie stanowi ona poważne zagrożenie dla życia kobiety, która w taką ciążę zaszła. Potrafi ona sama się "usunąć", wchłonąć w tkanki. Ale jeśli nie - zaczyna się rozwijać, co doprowadza do poważnego krwotoku wewnętrznego. Jest to zagrożenie życia. Taka ciąża musi być usunięta, bo nie dość, że zabija matkę dziecka to nie ma szansy się rozwinąć. Z takiej ciąży naprawdę nie będzie dziecka. A jeśli się w porę nie zareaguje - kobieta może stracić jajowód, a przez co poniekąd zdolności rozrodcze. To jedyny przypadek, w którym zgadzam się na aborcję, o ile można to nią nazwać. 

Z innej strony mamy także do czynienia z ciążą, gdzie dziecko nie rozwija się. Powiem tak, np. rozwija się do piątego tygodnia, a potem mija czas, ale nie dzieje się nic. Ono nie żyje. Tu nie ma szansy na urodzenie. Czy wtedy kobieta musi czekać, aż poroni, a potem zeznawać w tej sprawie - czy aby na pewno to nie ona zawiniła? No właśnie... A w takiej sytuacji może znaleźć się naprawdę wiele kobiet. 


Ostatnią kwestię stanowią badania prenatalne. Jeśli aborcja będzie zakazana - żaden lekarz nie podejmie się wykonania badań. Lekarz nie wykona chociażby amniopunkcji - no bo jak zbliżyć się do dziecka z igłą. A po za tym, jeśli badania wykażą nieprawidłowości - od razu będzie trzeba usunąć dziecko. Wiecie co? To nieprawda. Ile razy okazuje się, że dziecko jest poważnie chore, ale matka i tak je rodzi, a potem wychowuje do końca swego życia? Dlaczego takich kobiet nikt nie zauważa? Takie badania mogą wykryć choroby i przygotować psychicznie rodziców na to, co będzie po porodzie. Po wykonaniu badań można szybciej zastosować odpowiednią terapię. 

W tej walce nie opowiadam się po żadnej ze stron. Nie chcę całkowitego zakazania aborcji, bo wiem, z jakimi konsekwencjami się to wiąże. Nie chcę też rozwiązłości w tej kwestii. Chodzi mi o to, by nie dopuszczać zbyt wiele swobody w kwestii aborcji. Owszem, moje ciało - mój wybór. Ale jeśli decyduję się na współżycie, to wiem, z czym to się wiąże. Dlatego nie ma mowy o dziecku niechcianym. A zawsze pozostaje adopcja, okna życia, rodziny zastępcze i wiele innych... 

Pamiętajcie, że to moje zdanie. Każda z was może mieć je inne. Nie potępiam nikogo. Naprawdę. 

3 komentarze:

  1. A ja mam jedno pytanie: co Ci ta biedna kobieta zrobiła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także nic złego. Widzisz, w tej kwestii można stać po każdej stronie, a nigdy nie będzie ona dobra dla całego społeczeństwa.

      Usuń
  2. Ja tez nie opowiadam się po żadnej stronie ;p ale mam podobne zdanie jak Twoje <3

    OdpowiedzUsuń