29 października 2016

Stary-nowy system planowania



Widziałam ostatnio sposób planowania: Bullet Journal. Pewnie wiecie, co to takiego, ale przybliżę tę kwestię. Jest to notes, w którym zapisujemy plany, zadania, pomysły itp. I wiecie co? Jak się okazało, robiłam coś takiego kiedyś, ale byle jak i niestarannie. Aż w końcu odeszłam na stałe od tego sposobu planowania. Co się stało, że do niego wróciłam?
Wpływ miało na to wiele czynników. Między innymi:

  • pisanie codziennej listy zadań mnie nużyło (lepiej zaplanować wszystko z góry)
  • wiele zajęć szkolnych (chodzi o tzw. zadania, testy, kartkówki i tysiące innych spraw)
  • zwiększająca się liczba zainteresowań
  • praca (Oriflame, szkolenia, konferencje, moja grupa się rozrasta)
  • zobowiązania wobec innych oraz wobec siebie
  • pojemność umysłu jest ograniczona, a niepowtarzane rzeczy ulatują (dlatego o wielu rzeczach po prostu zapomniałam)
Od kiedy wróciłam do Bullet Journal?


Parę dni temu. Kartki walały mi sie każdego dnia. Listy zadań były nieokiełznane. I ciągle coś przekładałam, bo jednak źle sobie zaplanowałam. Zbyt pobieżnie. Nie lubię mieć zaległości, ale nie lubię też, gdy coś planuję i tego nie robię. Dlatego lista zwiększała się (i jeszcze nie zmalała) z dnia na dzień. Teraz pracuję nam tym, jak sobie z tym wszystkim poradzić. Ale dzięki temu notesowi jest mi o wiele łatwiej. 

O co w tym wszystkim chodzi? 

Chodzi o to, by sobie poukładać wszystko. Od pojedynczego dnia do całego miesiąca czy nawet roku (to dla tych bardziej hardcorowych ludzi. Mi starczy w zupełności miesiąc. Maksymalnie.) Dzięki notesowi wszystko dokładnie widać. Można w jednym ruchu sprawdzić, co mamy dziś do zrobienia, jutro czy za tydzień. Możemy zorientować się, na jakim etapie osiągania celów jesteśmy. Jak idą nam postanowienia. I wszystko mamy w jednym miejscu. 


Mój notes podzieliłam na kilka kategorii. Pierwsza to codzienne zadania, czyli te, które muszę robić każdego dnia. Mam taki nawyk, że zapisują nawet te oczywiste, bo zdarza mi się o nich zapominać. A jeśli mam je zapisane - nie da się zapomnieć. Na drugiej stronie rozpisałam sobie dokładnie każdy krok porannej i wieczornej toalety. Tak, tu też zdarza mi się o czymś zapomnieć, a o siebie dbać lubię bardzo. 

Następnie mam kilka pustych kartek, gdzie będę mogła sobie zaplanować pracę i inne rzeczy, które mają określone dni. Potem jest strona z rozpiską tygodniową. Tam widzę dokładnie co mam robić w poniedziałek, wtorek i tak dalej. Dzięki poglądowi całego tygodnia wiem, kiedy mam jeszcze czas na coś dodatkowego, a kiedy go nie mam. 


Potem rozpiska miesięczna. Tu sprawdzą się zadania, które zdarzają się raz, a o których trzeba pamiętać. Na koniec postanowienia. Do tego chcę jeszcze zrobić kilka innych, spersonalizowanych stron. Każdy może dostosować Bullet Journal do siebie i swoich potrzeb. 

Ja jestem z tego zadowolona, ale jakoś brak mi jeszcze motywacji, żeby go szczególnie ładnie prowadzić. Staram się jak mogę i z czasem pewnie będzie lepiej :)

4 komentarze: